„Więzień Labiryntu”, to jedna z najpopularniejszych trylogii
na naszym rynku wydawniczym. Nic więc dziwnego, że doczekaliśmy się prequelu do
tej serii. Od razu wam się przyznam, że nie czytałam jeszcze „Więźnia Labiryntu”
i myślałam, że nie będzie to stanowić żadnej przeszkody. I faktycznie podczas
czytania nie stanowiło to żadnej różnicy, gorzej już jest teraz, kiedy piszę dla
was tę recenzję. Nie mogę odnieść się do trylogii, bo jej nie znam, mam tylko
te informacje, które dostarcza „Rozkaz zagłady”, reszty mogę się tylko
domyślać.
Sądzili, że już nic gorszego ich nie spotka.
Kiedy wydawało się, że życie wraca już do normy – pojawili się
oni. W jednej chwili znów zaczęła się walka o przetrwanie, a także walka z
intruzami.
To co najgorsze - dopiero przed nimi…
Mark i Trina byli tam, gdy to się stało. Przetrwali, ale ich
czas wydaje się już policzony. Wirus atakuje, a ludzie wpadają w morderczy
szał.
Kiedy nie ma leku, pozostaje tylko nadzieja…
Istnieje szansa, że można wyleczyć zarazę. Muszą tylko
przeżyć i dotrzeć do celu…
Kto wydał rozkaz zagłady?
Czy Mark i Trina dotrą i wypełnią swoją misję?