Gdy miałam sięgnąć po tę książkę i rozpocząć czytanie,
odwiedził mnie kurier z paczuszką w ręku. Narobił mi nie małe zamieszanie w
głowie. Książka, którą mi dostarczył była bardzo kusząca, ale jednak zwyciężył
„Dom Hadesa”. Moja decyzja nie mogła być inna, przecież nie mogłam tak porzucić
niedokończonej serii i skupić się na całkiem innej lekturze wiedząc, że na
półce czeka na mnie ta pozycja, co innego gdyby jej nie było.
Hazel stoi na rozdrożu i musi zdecydować co wybrać. Od jej
wyboru zależy jak się ukształtuje przyszłość, a możliwe konsekwencje ukazuje
jej Bogini Hekate. Daje jej również zadanie, którego chce czy nie chce, musi
się podjąć, inaczej Hekate nie pomoże im w walce. Jej zadaniem jest nauczyć się
władać Mgłą. Perspektywa, którą ukazała jej Bogini, gdzie Annabeth i Percy nie
żyją, nie ułatwia jej wyboru. Sama myśl o walczących dwóch obozach, rzymskim i
greckim, napawa niepokojem. Która drogę wybierze Hazel, a może znajdzie się
jakieś inne wyjście, które ukształtuje przyszłość w jaśniejszych barwach?
Annabeth i Percy wędrują przez Tartar, który do przyjaznych
miejsc nie należy. Pobijani, głodni, a w dodatku nie mogą liczyć na żadną
pomoc. Muszą dotrzeć do Wrót Śmierci, ale jak może im się to udać, skoro są w
krainie potworów. Warto pamiętać, że to właśnie tam są najsilniejsze i to
właśnie tam się odradzają…
Przyszłość herosów jest już chyba przesądzona, chyba że
nasza siódemka jeszcze nas zaskoczy…