Nasz Cud to jedna z najbardziej niedocenianych mang na
naszym rynku wydawniczym… pisałam już o tym nie jednokrotnie, ale co jakiś czas
będę jeszcze o tym przypominać. Wystarczy popatrzeć na ostatni tomik, który
został zakończony w jednym z najgorszych momentów dla czytelnika. To, co miało
za chwilę rozwiać nasze wszelkie wątpliwości, musiało poczekać… to było po
prostu podłe. Na całe szczęście nie musiałam długo czekać, by dowiedzieć się,
jak dalej potoczyły się przedstawione wydarzenia. Na mojej półce czekała już
następna część, po którą w każdej chwili mogłam sięgnąć i rozkoszować się dalej
przyjemną lekturą. Oczywiście, wolałam, aby emocje trochę opadły i wstrzymałam
się od czytania. Ot, taka masochistka ze mnie…
Wróg nie zamierza odpuścić, atakuje coraz częściej. Jednak
tym razem, wokół było pełno świadków, a atak mógł mieć poważne konsekwencje…
Zeze, który do tej pory nie miał styczności z magią, został
wystawiony na jej działanie. Gdyby nie szybka reakcja Toteshimano, Zeze również
użyłby magii…
Wspomnienia zaczynają wracać…
Kim jest Zeze?
Minami po kolejnym ataku, zamierza wprowadzić kolejny plan w
życie. Żeby wybawić wroga z ukrycia, postanawia, że odkryje swoją dawną
tożsamość, ale… nie zamierza być Veronicą!
Kim jest wróg?
Czego chce?
Czy plan Minamiego, ma szansę powodzenia?