Po dosyć zaskakującym dla mnie trzecim tomiku „Soul Eater”,
przyszedł czas na kolejną część. Jak już wspominałam w poprzedniej recenzji,
bohaterowie zaczęli się rozwijać, a całość stała się zdecydowanie bardziej
przyjemna w odbiorze. Teraz trzeba było sprawdzić, czy to był tylko chwilowy
postęp, a może faktycznie coś się zmieniło na stałe… wiecie, z mangami to
różnie bywa. Czasami jest lepiej, czasami gorzej i trudno przewidzieć, czy
faktycznie jakieś zmiany zostaną z nami na dłużej. Dlatego, zanim sięgnęłam po
tomik numer cztery, musiałam najpierw uporać się z obawami, które kiełkowały w
mojej głowie. Czy faktycznie miałam podstawy, by towarzyszyły mi lęki przed
lekturą?
Na polecenie Medusy z więzienia wiedźm, ma zostać uwolniony
Magicznooki. Nowa pomocnica (z przymusu), robi wszystko, by nie dać się złapać
wiedźmom, uwolnić więźnia i przy okazji nie zginąć z rąk Medusy… Czy jej się to
uda?
Tymczasem, Soul i Maka, próbują zdobyć większą siłę. Choć
chłopak jest przeciwny temu pomysłowi, Maka wciąż obstaje przy swoim… niestety,
ich próba kończy się niepowodzeniem! A między nimi wybucha cicha wojna. Czy to
wpłynie na ich dopasowanie, a tym samym na Rezonans Dusz?
Co jeszcze wydarzy się w Zawodówce Śmierci?