„Kwiaty na poddaszu” to książka, którą chciałam przeczytać
od bardzo dawna. Sporo czasu minęło, za nim lektura trafiła w moje ręce, a
nawet w tedy musiała poczekać, aż znajdę chwile czasu aby się z nią zapoznać. Takim
sposobem, dopiero teraz mogłam zobaczyć, co kryje się pod tą piękną okładką
wabiącą swojego czytelnika. A nie powiem, patrząc na recenzje tej pozycji,
można mieć duże wątpliwości. A jakie jest moje zdanie na temat tej powieści?
Z pozoru szczęśliwą i kochającą się rodzinę Dollangangerów
spotyka ogromna tragedia. Ojciec ginie w tragicznym wypadku, osierocając
czwórkę dzieci. Niestety, to on był jedyną osobą pracującą, która była w stanie
utrzymać dom i rodzinę. Teraz wdowa wraz z dziećmi, musi powrócić do swojego
domu rodzinnego, gdzie znów chce się wkupić w łaski swego ojca aby zdobyć po
nim ogromny spadek. Jedynym problemem są dzieci i jej przeszłość…
Wraz ze swoja matką umieszcza dzieci w jednym z pokoi
ogromnego domu. Pokój i poddasze, stają się całym ich życiem...
Czy kobiecie uda się osiągnąć swój cel i uwolni dzieci z
niewoli? Jakie tajemnice kryje ten ogromny dom? Jakie konsekwencje poniosą
dzieci, przez decyzje swojej matki?