wtorek, 8 marca 2016

Ann Brashares - Tu i teraz

„Tu i teraz” to propozycja czytelnicza od Wydawnictwa YA!. Wprawdzie na swój egzemplarz musiałam trochę poczekać, ale byłam bardzo ciekawa tej historii i nie mogłam się doczekać, kiedy nadejdzie ten moment, w którym będę mogła się z nią zapoznać. Tak jak przy większości tego typu lektur naszły mnie obawy, że nie będę mogła odnaleźć się w wizji, którą chce przedstawić autor. A najbardziej się bałam tego, że całość będzie pogmatwana i przez „zawirowania czasowe”, ciężko będzie dojść do ładu. Już kilkukrotnie trafiłam na takie perełki, doprowadzające mnie do szewskiej pasji, ale jako książkoholik zawsze muszę przekonać się na własnej skórze, czy kolejna taka książka będzie totalną pomyłką. A jak było w tym przypadku?

Przyszłość dla świata nie będzie kolorowa, tak jak wyobrażają sobie to ludzie. Doskonale wie o tym szesnastoletnia Prenna, która cztery lata temu musiała uciekać od rzeczywistości, w jakiej musiała żyć. Ludzkość została zdziesiątkowana przez zarazę, którą rozprzestrzeniały komary, a jedynym miejscem, gdzie człowiek mógł uciec od tego krwawego krajobrazu była przeszłość…
Prenna jako jedna z niewielu mogła cofnąć się w czasie, aby żyć w normalnym otoczeniu, bez strachu oto czy jutro nie umrze. Jest jednak kilka surowych zasad, których musi przestrzegać. Za ich złamanie grozi surowa kara. Ale jak poradzi sobie dziewczyna, kiedy kolega z klasy nie pozwala jej się odizolować od tubylców? Zaryzykuje, a może ucieknie?
Tak naprawdę dzieli ich kilkadziesiąt lat, ona nawet jeszcze się nie urodziła, a łączy już ich uczucie. We dwoje są zdolni odmienić bieg historii. Ale czy będą w stanie to zrobić?


„Tu i teraz” to jedna z tych lektur, które czyta się łatwo i przyjemnie. Mimo drobnego druku książkę pochłania się w niesamowitym tempie. A sama historia jest dość ciekawa, ale czegoś w niej brakowało. W prostym języku powiedziałabym, że jest fajna, ale bez szału. Przez co długo musiałam się zastanawiać, jak ją ocenić. Owszem miałam przez nią malutki mętlik w głowie i w sumie, rzeczywistość w niej opisana, mogłaby zawierać ziarno prawdy w sobie, jednak nie było to coś, co spowodowałoby u mnie „kaca książkowego”. Podeszłam do tego tematu z całkowitym dystansem, a w pewnym momencie było mi to nawet obojętne.


"Kiedy otwierasz się przed kimś i zaczynasz czuć do niego to, co czujesz, co wtedy robisz? Usiłujesz to zignorować, może nawet o tym zapomnieć, ale nie możesz już tego unicestwić ani cofnąć."


Prenna to nastolatka niczym nieróżniąca się od otoczenia. Jednak prawda jest inna. Pochodzi z przyszłości. Dlatego mimo już czteroletniego pobytu w przeszłości, dalej nie może się zaaklimatyzować. Ciążą na niej ograniczenia, zasady, które musi przestrzegać jako członek wspólnoty ludzi, którzy mieli tę szansę zamieszkać w przeszłości. Ale prawda, która kryje się za tą wspólnotą, nie jest już taka kolorowa, jakby mogło się wydawać. Prenna unika towarzystwa, ma tylko jedną przyjaciółkę, która również należy do grupy imigrantów z przyszłości. Ma także swoją tajemnicę. Podoba jej się jeden z tubylców. To jej pierwsza miłość, ale nie może pozwolić sobie, aby uczucie nią zawładnęło.


„Prawda jest silna. W przeciwieństwie do kłamstwa z czasem staje się coraz silniejsza i ma moc łączenia rozmaitych uczuć i idei w taki sposób, w jaki kłamstwo nigdy nie potrafi.”


Jak już wspominałam wcześniej, czegoś w tej powieści mi brakowało. Całość dla mnie była zbyt płytka, za mało rozbudowana. Pojawiało się wiele wątków, które bardzo szybko zostawały rozwiązywane, co było dużym minusem dla tej historii. Sam watek miłosny był oklepany. Nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia. Spodziewałam się po tej książce czegoś lepszego i zostałam rozczarowana. Mimo że moje obawy się nie sprawdziły, bo nie było tu nic skomplikowanego, w czym mogłabym się pogubić, to cała reszta była taka sobie. Sami bohaterowie dają się polubić i są największym zaskoczeniem dla mnie. W pierwszym momencie myślałam, że mam do czynienia, ze stłamszoną nastolatką, przez liczne zakazy, a jednak okazało się, że ma zadziorny charakterek. Choć czasami była zbyt naiwna i miałam chęć nią potrząsnąć, aby się obudziła.

Lektura, na jeden długi wieczór, to najlepsze określenie dla tej powieści. Nieskomplikowana, niewymagająca dużo uwagi i przewidywalna. Taka sobie lekka lektura umilająca popołudniową nudę. Autorka miała duże pole do popisu, ale nie wykorzystała swoich możliwości. Przez co książka jest tylko przeciętna. Na pewno brakowało opisów przyszłości, niby był to jeden z głównych wątków, ale został zepchnięty do kilku marnych wzmianek. Cała uwaga skupiła się na teraźniejszości. Nad tym najbardziej ubolewam.

Podsumowując: książka nie powaliła mnie na kolana, była tylko zwykłym urozmaiceniem, przy której spędziła nawet miło czas. Idealna dla docelowej grupy odbiorców, jednak bardziej wymagający czytelnik będzie rozczarowany.



Moja ocena: 5/10
Liczba stron: 240
Data premiery: 13 styczeń 2016

Wydawnictwo: YA!

4 komentarze:

  1. Mamy podobne odczucia, mnie też nie powaliła na kolana. Jakaś taka.. banalna.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą... Szkoda, bo potencjał miała duży, ale niestety nie wykorzystany...

      Usuń
  2. Ja widzę szały nie ma. Czytałam już recenzję tej książki i odczucia i sugestie były podobne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej wymagający czytelnik będzie zawiedziony... Dlatego taka, a nie inna ocena... Szkoda.

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.