środa, 4 maja 2016

Marie Rutkoski - Zdrada

„Zdrada”. Ta książka dość długo leżała u mnie na półce. Nie mogłam się przemóc, aby zacząć ją czytać. Cały czas myślałam o tym, jak ostatnio się zawiodłam, gdy w moje ręce trafił „Pojedynek” (recenzja tutaj). Jednak, jak już powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Chciałam, czy nie, zmusiłam się, aby choć spróbować zapoznać się z lekturą. W sekrecie mogę wam zdradzić, że to jedna z najdłużej czytanych przeze mnie powieści, ale dobrnęłam do samego końca. Strona po stronie zapoznawałam się z tą historią, a największa przyjemność miałam wtedy, kiedy mogłam odłożyć ją na bok. A zaraz się przekonacie, czy choć trochę zmieniłam zdanie o tej serii…

Życie na cesarskim dworze, nie zawsze jest bezpieczne, w szczególności, kiedy władca jest przebiegłym manipulatorem i to on zawsze wygrywa. Nic nie jest już tak proste, jakby mogło się wydawać. I niestety, ale na własnej skórze przekonała się o tym Kestrel. Tylko że kiedy prowadzi się podwójną grę, pod czujnym okiem cesarza, trzeba umiejętnie dobierać kolejne karty. A stawka jest wyjątkowo wysoka – życie albo śmierć.
Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się Arin, wszystko się zmienia. Gra jest bardziej niebezpieczna, a każdy kolejny krok bacznie obserwowany. Wystarczy jeden mały błąd…
Kestrel musi być wyjątkowo uważna, a swoje motywy i myśli, skrzętnie ukrywać.
Niebawem ślub, a niebezpieczna rozgrywka nabiera tempa.
Czy Kestrel uda się zmylić cesarza i pociągać niepostrzeżenie za sznurki?


No cóż, nie nastawiałam się na żadne wybitne dzieło i dzięki temu zostałam mile zaskoczona. „Zdrada” jest o wiele lepsza niż jej poprzedniczka. W końcu historia nabrała tempa, zaczęło coś się dziać i w końcu choć trochę moje oczekiwania co do tej serii, zostały zaspokojone. Nie powiem, bo pierwsza połowa była dosyć nudna, ale czym bliżej końca tym było lepiej. Gdyby tylko jeszcze Kestrel wymienić na jakąś inną bohaterkę, mniej irytującą, byłoby o stokroć ciekawiej. Zresztą Arina również należałoby kimś zastąpić. Bo niestety, ale ta para bardzo przypomina mi brazylijskie telenowele albo choćby „Modę na sukces”.

Kestrel, jak już wspominałam, jest bardzo irytująca. Jej niezdecydowanie i głupota są ciężkie do wytrzymania. Zmienność jej humoru, decyzji i co gorsza, zanikający intelekt prowadzi ją tylko i wyłącznie do zguby. Póki myśli racjonalnie dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Niby prowadzi grę, którą sama zaczęła, a jednak nie potrafi wpasować się w całą sytuację. Przemawia przez nią zbyt wile uczuć, które zamiast skrzętnie ukrywać, bardzo często eksponuje swoim przeciwnikom.
Arinowi również brakuje inteligencji. Nie jest w stanie połączyć istotnych faktów, aby poskładać wszystkie puzzle do kupy. Naraża na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także i innych, a przede wszystkim swój lud.

Póki w tej książce nie pojawiają się sceny miłosne, wszystko jest w porządku. Akcja wartka trzyma w napięciu i dostarcza wielu emocji, nie mówiąc już o galopujących myślach, ale kiedy tylko autorka wplatała w to wszystko obojga bohaterów, dla mnie to było mdłe, nudne i miałam chęć rzucać książką o ścianę. Według mnie to jej najbardziej nieudolnie poprowadzony wątek, a przy tym tracą na tym główne postacie. Ja rozumiem, że miłość rządzi się swoimi prawami, ale to już jest skrajna głupota. Widocznie pisarka nie miała lepszego pomysłu i całkowicie sknociła to, co mogło być wręcz idealne. Wolałabym nawet jakiś trójkącik miłosny, niż te pomyje, które wcale nie wywołują pozytywnych emocji.

Musiała to napisać. Nie jedni z was pewnie się ze mną nie zgodzą, bo rzadko kiedy spotykam się z podobnym zdaniem innych recenzentów, ale uwierzcie mi, tu nie ma nic specjalnego. Intrygi, tajemnice, kłamstwa to najlepsze atuty tej powieści. A ta pseudo pierwsza miłość to totalne dno. Może mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale po tak pięknej oprawie, nawet po samym tytule serii, czy po ciekawie wykreowanym świecie, wymaga się czegoś lepszego. Czegoś, co wprawi w osłupienie czytelnika i na długi, długi czas nie pozwoli przestać myśleć o tej historii. Niestety, ja się zawiodłam. I na pewno nie będę udawała, że wszystko jest w porządku, choć tak nie jest.

Jednego jestem pewna, samo zakończenie dało mi nadzieję i jestem ciekawa, co przyniesie kolejny tom. Już nie mogę się doczekać, kiedy się z nim zapoznam, bo może być naprawdę ciekawie…


Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 408
Data premiery: 17 marca 2016
Wydawnictwo: Feeria Young



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.