sobota, 21 listopada 2015

Marie Rutkoski - Pojedynek

„Pojedynek” to książka, która ma wiele pozytywnych opinii. To książka, która przyciąga wzrok swoją okładką. Ciężko nie zwrócić na nią swojej uwagi. Nie sposób, nie skusić się na nią. Od samego początku, gdy ją ujrzałam, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. „Pojedynek” był jak obietnica wspaniałej przygody. A jednak, kiedy lektura, trafiła w moje ręce, coś się zmieniło. Już mnie do niej tak nie ciągnęło. Leżała dobre kilka dni na półce za nim po nią sięgnęłam. Czy już w tedy czułam, że mimo wcześniejszego zachwytu, będzie z nią coś nie tak?

Jeden dzień, jeden błąd, już niewiele pozostało do samozagłady. To nie mogło skończyć się dobrze, nie za taką cenę, jaką zapłaciła za tego niewolnika. Arin. Dlaczego go kupiła?!
Dwa wrogie ludy. Valorianie – zwycięzcy i Herrańczycy – niewolnicy. Jedni służą drugim, z natury się nienawidząc. Ale nie zawsze tak było…
Ona córka generała, on nic nieznaczący niewolnik, pozornie nic ich nie łączy, a jednak plotki już krążą. Ta miłość nigdy nie miała się wydarzyć, nigdy nie mieli być razem. Nie on jest jej przeznaczeniem. A jednak… By być razem, muszą zdradzić swój lud. W imię lojalności swojemu krajowi, muszą zdradzić siebie.
Stawka jest wysoka. Życie albo śmierć. Honor albo hańba. A Ty, co byś wybrał?


Nie nastawiajcie się na książkę, która będzie przesycona pojedynkami na śmierć i życie, ani nawet choćby do pierwszej krwi. Nie ma walk, ciężkich treningów, ani pogoni do upragnionej armii. Mimo jej tytułu, tego jest najmniej w tej lekturze, a nie tego się spodziewałam. Myślałam, że mimo wplecionej historii miłosnej, będzie tutaj coś, co mnie porwie, co udowodni mi, że ta książka jest godna uwagi. Przeliczyłam się. Znudzona czytałam kolejne strony, w nadziei, że jednak się coś zmieni. Ot tak sobie, wypełniałam i tak nader nudne jesienne wieczory. Przynajmniej moja uwaga została odciągnięta, od ciemności i panującego zimna za oknem.

Kestrel mimo swojego pochodzenia, nie jest osobą taką jakby chciał jej ojciec, żeby była. Nie ma serca do pojedynków czy wojny, nie mówiąc już o tym, że brak jej serca do fechtunku. Przez to wszystko jest skazana na eskortę. Nie wolno jej bez niej wychodzić, tak jak wielu innym Valoriankom. Aby to zmienić musi zaciągnąć się do armii, a ta myśl ją przeraża. Woli grać na pianinie. Kocha muzykę. To  jej słabość. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, tak samo jak z własnych atutów. Jest przebiegła jak lisica, a w dodatku jest doskonałym strategiem. Potrafi przejrzeć każde kłamstwo. A także czyta z ruchów i mimiki ludzi. A mimo wszystko można ją bardzo łatwo omamić….
Arin nie posiada nic, oprócz woli walki. Przystojny, błyskotliwy, umięśniony. Marzenie nie jednej młodej panny, ale nie Valorianki. Przebiegły i świetnie wyszkolony. Nie boi się mówić prawdy, ale także nie jest obce mu kłamstwo i manipulacje.

Czy naprawdę jestem jedyną osobą, którą nie urzekła ta książka? Jestem nią zawiedziona. Jej piękna oprawa przyćmiła jej wnętrze, przez to środek stał się wyblakły, bez polotu. I nie mogę zrozumieć tego jak można zepsuć tak świetnie zapowiadające się uniwersum. Świat, który miał zadatki na naprawdę rewelacyjną historię, stał się przeciętną opowiastką o miłości. I tak naprawdę nawet bohaterowie, a w szczególności Kestrel nie umiała się do tego przyznać. Nawet nie wiem, czy miłość jest tu dobrym określeniem, bo nawet jej mi tu zabrakło. Kestrel to najbardziej irytująca bohaterka. Jest niczym ślepiec. Nijaka, tak można ją określić. Brak w niej wszystkiego, co powinno się w niej znaleźć. Nie posiada honoru, ani woli walki. Przyjmuje wszystko, co jej los podstawi pod nos. Wielka męczennica w słusznej sprawie. W tej książce jest wiele hipokryzji, która przeczy temu, co najpierw zostało napisane. Bo jak można nie bać się dostać lanie, a bać się samej walki?

Najgorsza była narracja. Według mnie bardzo nie przemyślana. W głowie słyszałam głos starej kobieciny snującej swoją opowieść, przez co ta historia była jeszcze bardziej irytująca. Opisany świat, mimo pięknej mapki był mało rzeczywisty. Słabo określony, tak samo jak obraz tradycji, kultury czy samych ludzi sprzed wielkiej wojny. Ciężko było z tego, cokolwiek wywnioskować. Wszechobecnie panował chaos myśli i czasami się w tym wszystkim gubiłam. Akapity były niczym wielkie skoki etapowe. W jednej chwili jesteśmy tu, a zaraz nagle już jest całkiem inne miejsce i inne wydarzenia. Bez zapowiedzi, czy dyskretnego przesunięcia. Nie brakuje tutaj kłamców, psycholi ani plotek. To jedyne, co w tej książce jest udane.

Szczerze boje się kontynuacji tej lektury. Mimo że ostatnie cztery rozdziały, dały w końcu nadzieję na coś lepszego, jestem dalej przerażona. Boję się, że to może być tylko jednorazowa sytuacja, która tylko na chwile, podciągnęła poziom całej serii. Nie mniej jednak, jak już powiedziałam „A”, to powiem i „B”. Inaczej moje sumienie nie byłoby czyste. A wręcz miałabym sama do siebie wyrzuty. Nie będę tchórzem, skończę to co zaczęłam. I obym się myliła, oby w końcu autorka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. W końcu sama idea była dobra, tylko jej wykonanie podupadło.



Moja ocena: 5/10
Liczba stron: 384
Data premiery: 18 listopad 2015
Wydawnictwo: Feeria Young




6 komentarzy:

  1. Początkowo miałam na nią ochotę, ale im więcej recenzji czytam, im bardziej zapoznaje się z fabułą tym mniej mnie kusi pozycja :) Nie mówię NIE – raczej – nie wiem czy przeczytam.

    Twoja opinia jest najniżej oceniana - z tych co już czytałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ja chyba nie rozumiem, całego tego fenomenu tej powieści... I nie powiem bardzo bym chciała poznać Twoją opinię na jej temat. Jestem ciekawa, czy byś miała podobne zdanie...

      Usuń
  2. Okładka faktycznie przyciąga wzrok, ale po twojej opinii... Raczej po książkę nie sięgnę, szkoda mi zwyczajnie czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie, to Ci się wcale nie dziwię... Choć patrząc na inne opinie, ja jestem wyjątkiem w tej kwesti...

      Usuń
  3. Początkowo widziałam same negatywne opinie, potem coraz gorsze. Książka leży na półce i nie mogę się za nią zabrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam, ta książka jest o niczym. Gniot jakich mało.

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.