wtorek, 24 listopada 2015

Colleen Hoover - Maybe Someday

O tej książce było głośno, jest głośno i jeszcze długo będzie się o niej mówić. Pozostaje tylko jedno pytanie – dlaczego tak wiele szumu jest wokół tej pozycji? Co takiego ma w sobie, że czytelnicy pokochali ją i wychwalają ją cały czas? Nawet nie wiecie jak mnie zżerała ciekawość, ale musiałam cierpliwie czekać, aż lektura trafi w moje ręce. Wszystkie pozytywne recenzje, nie ułatwiały mi, tego zadania. I ten ciągły brak czasu na cokolwiek. Mogę stwierdzić, że pojawiały się same czynniki, które były tylko i wyłącznie, przeciwko mnie. Ale dość użalania się nad sobą. Czas pokazać wam moją opinię o „Maybe Someday” .

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać. Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce...
"Maybe Someday" to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.


Niektórym może się wydawać, że to książka, jak każda inna. Niczym się nie wyróżniająca historia, z czytanym tak wiele razy, oklepanym schematem. Jestem ciekawa ile tak osób myśli, a co ważniejsze jak wielu jest w błędzie. Ta historia jest piękna, cudowna, ekscytująca. Brakuje mi słów aby opisać to co czułam, gdy ją przeczytałam. Wszystkie słowa stały się banalne, bez znaczenia. Aby zrozumieć o czym pisze, trzeba najpierw przeczytać tę pozycję. Już dawno nie miałam takiego mętliku w głowie. Zostałam rozłożona na łopatki, obdarta z wszelkich złudzeń i wielokrotnie doprowadzona do łez. Przy takiej burzy emocjonalnej, nie łatwo jest przejść obojętnie.

Sydney i jej poukładane życie legło w gruzach. Wszystko zostało wywrócone do góry nogami, pozbawiając ją złudzeń o wyidealizowanym obrazie tego, co działo się wokół niej. Została z niczym. Jedyne czego jej nie brakuje to optymizmu. Mimo całej tej sytuacji jest silna na swój sposób, choć bardzo często kieruje się emocjami, które nie są najstabilniejsze.
Ridge to chłopak o wielkim talencie, choć sam myśli, że to wyłącznie zasługa ciężkiej pracy. Dodatkowo jest chodzącym ideałem – przystojny, dobrze zbudowany z czarującym uśmiechem. A gdy gra na gitarze, nic więcej się nie liczy. Niestety, dość często zapomina informować o bardzo istotnych faktach.

To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Colleen Hoover, więc myślałam, że wiem czego mogę spodziewać się po jej twórczości. Oczywiście byłam w błędzie. Autorka zaskoczyła mnie pod każdym możliwym względem. Pokazała prostą życiową historię, która wstrząsnęła mną dogłębnie. Wszystkie emocje przelane przez nią na strony tej powieści, przyspieszały bicie mojego serca. Na początku próbowałam z tym walczyć, ale bardzo szybko poddałam się tym uczuciom. Skupiłam się na czytaniu i płynęłam wraz z tą wielką falą, atakującą jak tsunami. Zatraciłam się w tym wszystkim, a to spowodowało, że kiedy znalazłam się na ostatniej stronie, nie mogłam się otrząsnąć. Zostałam ze zranionym sercem, zastanawiając się dlaczego tak szybko ta historia się skończyła.

„Maybe Someday” czyta się emocjami, duszą i sercem. Nie zastanawia się nad względami poprawności lektury. Żadne niedociągnięcia, skazy czy rysy, nie są w stanie się przebić przez słowa. Bardzo ciężko spojrzeć obiektywnie, wznosząc się ponad emocje. Autorka wielokrotnie manipuluje czytelnikiem, zapędzając go w ślepe uliczki. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, zmieniałam wielokrotnie zdanie, tracąc nadzieję że jestem w stanie cokolwiek przewidzieć . Czułam się bezsilna i niestety, bardzo często musiałam sobie przypominać, że nie mam na nic wpływu, mogę być tylko widzem, nikim więcej.



Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 13 maja 2015
Data wydania: 440

Wydawnictwo: Otwarte        

12 komentarzy:

  1. Cudowna. Jest to jak dla mnie najlepsza książka tej pisarki :) Choć nie wracam do przeczytanych powieści do tej kiedyś powrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowna... Nic więcej mówić nie trzeba...

      Usuń
  2. Tak, to prawda, ta książka jest naprawdę wyjątkowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie "Maybe Someday" to najlepsza książka Colleen Hoover, przynajmniej z tych wydanych w Polsce. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak pięknie opisaną muzyką i z historią, która jest w stanie tak głęboko poruszyć.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie przypominam sobie innej takiej książki...

      Usuń
  4. jest wyjątkowa, ale bardziej podobało mi sie "Hopeless" i "Losing hope". Zakończenie mnie bardzo zdenerwowało, tak samo jak zachowanie głównego bohatera :)
    zostaję na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Losing Hope" jeszcze nie czytałam. Jakoś boje się, że się rozczaruje (ta sama historia innym oczami, no nie wiem). Na razie nie będę sobie psuła obrazu, który pozostał mi po "Hopeless".

      Usuń
  5. Zgadzam się, że jest to książka dobra. Ale niestety, dużo lepsza jest "Hopeless". Zgadzam się z przedmówczynią. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie są obie równie dobre :)

      Usuń
  6. Wciąż nie wiem, czy to dla mnie..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.