czwartek, 12 listopada 2015

Kat Zhang - Co ze mnie zostało

„Co ze mnie zostało” to książka, wokół której było ostatnio wiele szumu. Nic więc dziwnego, że sama zaczęłam interesować się tą pozycją. A gdy nadarzyła się szansa na egzemplarz recenzencki, od razu z niej skorzystałam. Przede wszystkim dlatego, że bardzo ciekawił mnie pomysł dwóch dusz uwięzionych w jednym ciele. Sami przyznacie, że jest to bardzo interesująca perspektywa, która nie jednokrotnie nurtowała nas jako ludzi. Czy jest to możliwe? Pewnie nie, ale dzięki takiej historii, można sobie to wyobrazić. Tylko pozostaje jedno „ale”. Jak poradziła sobie z tym pomysłem autorka i czy na pewno zostaną zaspokojone nasze oczekiwania. Temat dobry, ale bardzo wymagający.

Hybryda. Jedno słowo, które wzbudza przerażenie u ludzi. W społeczeństwie w jakim żyje Eva i Addie, nie ma miejsca dla nich. Wszyscy się boją, a władze kraju tropią takich jak one i usuwają jedną z dusz. Jeśli ich tajemnica zostanie odkryta, zostałyby odizolowane od społeczeństwa. Jedno ciało, dwa umysły uwięzione w nim. Dwie tak różne od siebie osoba, a zarazem tak bliskie sobie, że nie wyobrażają sobie już życia bez siebie. A to przecież nie miało tak być. Miały się ustalić, ale poszło coś nie tak. Tylko, co zrobią kiedy ich sekret, zostanie odkryty? I jak to się dla nich skończy?


„Byłam przerażona. Miałam jedenaście lat, a chociaż przez całe moje krótkie życie mówiono mi, że zniknięcie jest naturalne dla recesywnej duszy, nie chciałam odchodzić. Chciałam przeżyć jeszcze dwadzieścia tysięcy wschodów słońca, jak i trzy tysiące gorących dni nad basenem. Chciałam wiedzieć jak to jest pocałować kogoś po raz pierwszy. Inni recesywni mieli mnóstwo szczęścia znikając w wieku czterech lub pięciu lat. Wiedzieli o wiele mniej.”


Muszę przyznać, że książka od samego początku wciąga, choć nie odpowiada na najważniejsze pytania nurtujące czytelnika. Dopiero z czasem nasza ciekawość zostaje zaspokojona, choć w moim przypadku nie do końca tak było. Pozostało mi tylko jedno, ale według mnie najważniejsze pytanie, na które nie dostałam odpowiedzi. I przez to bardzo ubolewam. Nie mniej jednak, ta historia pokazuje walkę o siebie, a przede wszystkim o swoje przetrwanie. Widzimy ogromne poświęcenie, które każdego dnia jest jak brzemię. A jednak w tym wszystkim znajdą się też momenty, w których znajdzie się chwila na szczęście, a nawet na miłość. I nie jest to tylko miłość siostrzana.


„Nasza nauczycielka historii zawsze patrzyła na nas tak, jakby wiedziała o sekrecie w naszej głowie – z zaciśniętymi ustami i zmarszczonymi brwiami. Robiła tak zawsze, gdy tylko myślała, że jej nie widzimy. Może po prostu miałam paranoje.”


Addie jest duszą dominującą. To ona ma kontrolę nad ciałem, a Eva może się tylko temu przyglądać. Minęło już trzy lata odkąd po raz ostatni mogła przejąć ciało i robić to, co ona chce. Każda jej łza jest niema, może być tylko biernym obserwatorem, a co gorsza tylko Addie ją słyszy. Nikt nawet o niej nie wspomina, bo nikt nie wie, że wciąż tam jest. I tak musi zostać. Obie siostry, choć nie raz mają odmienne zdanie i ciągle się kłócą, nie potrafią długo się gniewać. Dopełniają się i pomagają sobie. Jedna już dawno poświęciła się dla drugiej, ale dopiero teraz będzie mogła odkryć, co tak naprawdę oznacza poświęcenie się i bycie hybrydą.


„Przez lata nasi rodzice walczyli, by dociec, dlaczego ich córki nie ustalają się normalnie. Winili wszystkich, począwszy od naszych nauczycieli w przedszkolu (za bardzo niezorganizowani), przez naszych lekarzy (dlaczego nic nie działa?), aż po naszych przyjaciół (czy oni też ustalili się tak późno? Czy to oni prowokowali tak dziwne zachowania?). Potem, w najpóźniejszych godzinach nocy, winę zrzucali zarówno na siebie nawzajem, jak i na siebie samych.”


Autorka pokazała stworzyła świat, gdzie rodzą się dzieci z dwoma duszami. Pokazała całkiem nowy obraz, który nie jest na szczęście oklepany. W końcu coś nowego i świeżego. W dodatku udźwignęła temat. Pokazała, że mimo wysokiej poprzeczki potrafi spełnić oczekiwania czytelników. Świetnie pokazała obie dusze. Ich relacje, emocje, a nawet to, jak radzą sobie ze sobą nawzajem. Na całe szczęście, mimo tak wielu nowych rzeczy, czytelnik nie zostaje przytłoczony nadmiarem informacji. Wszystko jest dawkowane powoli. Choć w niektórych przypadkach mogłoby się pojawiać ciut szybciej. Cała fabuła jest bardzo przemyślana. Trzyma w napięciu do ostatniej strony, a po zakończeniu, chce się więcej. Przecież to jeszcze nie koniec, tak wiele zostało do powiedzenia i odkrycia. Cóż, pozostaje nam tylko czekać na kolejną część.

„Co ze mnie zostało” to powieść, która dostarczy czytelnikowi dreszczyku emocji i wstrzyma oddech. Przez co z wypiekami na twarzy, a pod koniec obgryzając paznokcie, śledzi się losy bohaterów. Kreacja postaci, wykonana przez autorkę, wymagała dużej precyzji. Ciężko stworzyć dwie różne osoby, a co dopiero dwie różne osobowości w jednym ciele. Nie mówiąc już o reszcie bohaterów, których tam umieściła. Ciekawy zabieg, który był udany, lecz wymaga pewnych kosmetycznych poprawek. Patrząc na to, że jest to debiut pisarki, aż ciężko w to uwierzyć. Mam tylko nadzieję, że kolejna część będzie jeszcze lepsza i dostarczy nam o wiele więcej emocji, a przede wszystkim wstrząśnie czytelnikami.    

Kat Zhang to młoda amerykańska autorka. Po spędzeniu całego dzieciństwa na przemierzaniu światów odnalezionych na kartkach ulubionych książek, teraz tworzy własne powieści dla innych. Jest gorliwą podróżniczką. W chwilach wolnych od pisania zajmuje się najeżdżaniem lokalnych księgarni i planowaniem kolejnych podróży. „Co ze mnie zostało” to jej pierwsza powieść, która otwiera cykl Kroniki Hybrydy.



Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 400
Data premiery: 21 października 2015

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc      

8 komentarzy:

  1. No no no.... Już wtedy przed premierą obie miałyśmy chęć na tę powieść. Tobie się udało i widzę, że ocena dobra :D
    Teraz moja kolej :D
    Pozdrawiam,
    dominika-szalomska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Teraz czekam na Twoją opinię :)
      Myślę, że Ci się spodoba książka :)

      Usuń
  2. A ja nie słyszałam o tej książce, po raz pierwszy widzę ją u Ciebie :) Okładka magnetyzująca i chociaż gatunek nie do końca mój, to jednak po lekturze Twojej rekomendacji czuję się zaintrygowana tym tytułem :) Być może, kiedyś po nią sięgnę :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jestem w szoku, że o niej nie słyszałaś... Promocja była dość głośna i wszędzie można było się na nią natknąć...

      Usuń
  3. Mam ochotę na tę książkę. Naprawdę mnie zaintrygowałaś.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.