czwartek, 9 czerwca 2016

Scott Sigler - Alive. Żywi

„Alive. Żywi” to kolejna propozycja od Wydawnictwa Feeria Young. Wprawdzie nie byłam przekonana do tej pozycji, ale postanowiłam dać jej szansę. Od samego początku w tej książce było coś, co mnie do niej przyciągało. Nie wiedziałam czego, będę mogła się po niej spodziewać, cały czas się zastanawiałam, co autor będzie chciał czytelnikowi pokazać. I właśnie ta ciekawość zwyciężyła z moim zdrowym rozsądkiem, który mówił, abym sobie ją odpuściła. Teraz wiem, że byłby to duży błąd, bo mimo moich obaw, lektura zawładnęła moim sercem i umysłem. Jesteście ciekawi, dlaczego tak się stało?

Budzisz się, jesteś przekonany, że jesteś we własnym łóżku i dziś są twoje dwunaste urodziny. Jednak coś jest nie tak. Twoje łóżko to trumna, jesteś w niej zamknięty i nikt nie słyszy twoich krzyków…
Ich przebudzenie, tak właśnie wygląda. Niewiedzą kim są, niewiedzą jak się nazywają, a nawet, dlaczego znaleźli się w tym miejscu. Znajdują korytarz, potem następny i następny…
Jednym ich celem jest, wydostanie się z tego dziwnego miejsca. Jednak najpierw muszą znaleźć wodę i żywność, choć wydaje się to absurdalne, że coś w ogóle znajdą.
To miejsce jest przerażające, ponure i dawno zapomniane. I pachnie śmiercią…


„Ściskam w garści coś mokrego i śliskiego – zimnego, wijącego się węża. Próbuje mi się wyśliznąć, ale mam go i już nie puszczę. Jednym szarpnięciem pakuję go sobie w usta i zagryzam. Okropny smak, ale zaciskam zęby z całej siły, aż do bólu szczęk. Rzucam głową, zagryzam jeszcze mocniej – czuję jakieś chrupnięcie.
Wąż wiotczeje. Odrzucam go na bok, pluję, próbując pozbyć się paskudnego smaku z języka.”

Nareszcie mogłam przeczytać książkę, która wywołała we mnie tornado emocji. Już dawno się tak nie bałam, tylko czytając. Wyobraźnia cały czas płatała mi figle i czasem miałam przez to wrażenie, że zamiast czytać, oglądam film. A ja bardzo nie lubię filmów grozy, choć książki najczęściej mnie irytują, ta sprawiła, że było całkiem inaczej. A co najlepsze w tym wszystkim, bałam się zamknąć oczy i zasnąć (tak czytałam książkę przed snem i chyba nie był to najlepszy pomysł). „Alive. Żywi” Od pierwszej strony mocno usadowiła się w mojej głowie, nawet na chwilę nie mogłam o niej zapomnieć, w szczególności, że autor przygotował naprawdę dobrą fabułę, która jest dosyć nieprzewidywalna.


„Jeśli uciekniesz, twój wróg będzie cię ścigać. Zabij swojego wroga, a wtedy już zawsze będziesz wolna.”


Na początku jest ich sześcioro. Każde z nich jest zdezorientowane. Szukają w swojej głowie czegoś, co mogłoby doprowadzić ich do rozwiązania. Jednak nic tam nie ma – jedynie wspomnienie o tym, że dziś mają dwunaste urodziny, ale nie wyglądają jak inne dzieciaki w tym wieku – ich ciała są już dorosłe. Ich zachowanie jest dziecięce, ale muszą zmierzyć się z czymś, czego nie rozumieją, a to prowadzi do sprzeczek i jeszcze większej dezorientacji.


„Oczy już mnie nie pieką. Już nie zachodzą mi łzami. Widzę teraz resztę pomieszczenia.
Jest w nim jeszcze jedenaście trumien. Dwa równoległe rzędy, w każdym sześć trumien ułożonych wzdłuż, jedna za drugą.”


Do tej pory jeszcze się chyba nie spotkałam z taką fabułą. W szczególności, że jest to typowa dystopia z elementami since-fiction dla młodzieży. Choć może czasami wydawać się bardzo nużąca, bo przez większość książki bohaterowie tylko idą, ale jest w tym coś szczególnego, co wzmaga tylko i wyłącznie ciekawość. Nie mniej jednak jest w tym coś, co mnie napawało strachem. Ciemne tunele, trumny i dużo przerażających opisów. Dopiero pod koniec książki zaczyna się bardzo dużo dziać. Wtedy wszystkie elementy zaczynają się układać w jedną całość, choć cały czas podczas czytania chodziła za mną jedna myśl, która było bardzo trafna. Autor skutecznie próbował wprowadzić czytelników w błąd. Sprawił, że żadne rozwiązanie wydawało się nie pasować do całości. A im dalej się brnęło, tym więcej pojawiało się komplikacji.


„Po białej koszulce Younga rozlewa się jaskrawa czerwień. Spływa głównie w dół, ale podchodzi też w górę, przesączając się wilgocią przez materiał.
Nawet nie poczułam, jak ostrze wchodzi w ciało. Naprawdę nie. Nagle po prostu w nim tkwiło, już w środku, jakby miał je w sobie od początku.”


Autor stworzył masę postaci, która może wydawać się przytłaczająca. Do każdej z nich dopisał początkowo po jednej z cech charakteru, dopiero z czasem, z każdym kolejnym korytarzem i kolejną odsłoniętą kartę tej historii, poznajemy ich dalsze oblicze – a oni w tym momencie poznają siebie. Najbardziej skupił się na bohaterce, za która podążamy. Od samego początku znamy każdą jej myśl, widzimy, jaka jest i jak szybko się zmienia. Em, bo to o niej mowa jest bardzo ciekawym przewodnikiem, który nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Tak naprawdę, gdyby nie ona, to nie wiem, czy udałoby mi się przeczytać tę książkę. Ta dziewczyna po prostu mi się podoba, od początku była inna, zadziorna. Przynajmniej nie jest nijaka, jak nie raz to bywa w takich przypadkach.

Scott Sigler bardzo mnie zaskoczył i zachwycił. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, który mam nadzieję, że zrobi na mnie równie dobre wrażenie. Mam nadzieję, że autor nie pójdzie w utarte schematy dla tego typu powieści, choć pewne oznaki tego zjawiska można już zauważyć, ale pewnie i w tym przypadku dopiero po jakimś czasie odkryje swoje pomysły, które dla nas przygotował.

Scott Sigler jest autorem piętnastu powieści, sześciu nowel i dziesiątków opowiadań, notowanych na listach bestsellerów „New York Timesa”. Jest też współzałożycielem wydawnictwa Empty Set Entertainment, w którym publikuje swoją serię książek z cyklu Galactic Football League. Mieszka w San Diego w Kalifornii.



Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 384
Data premiery: 2 czerwca 2016

Wydawnictwo: Feeria Young

2 komentarze:

  1. Jestem bardzo ciekawa tej lektury, a po Twojej recenzji widzę, że warto skusić się na nią

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale ta recenzja bardzo mnie zaciekawiła! W jakiś sposób ta książka kojarzy mi się z "Więźniem labiryntu" - chociaż nie mam pojęcia dlatego ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.