środa, 1 czerwca 2016

Katie Alender - Od złej do przeklętej


„Złe dziewczyny nie umierają” to książka, która mnie ogromnie zaskoczyła. Byłam bardzo zadowolona, że zdecydowałam się ją przeczytać, w szczególności, że za tym gatunkiem nie przepadam, a wręcz omijam go szerokim łukiem. Mimo że ostatnio w ogóle nie mam czasu na czytanie, a co dopiero pisanie recenzji, nie mogłam pozostawić w spokoju kontynuacji tej historii. Byłam ciekawa, czy wciąż będę w stanie z zapartym tchem ją czytać i co najważniejsze, czy autorka podołała i napisała równie dobrą książkę. No właśnie, a jak było faktycznie?

Czas terapii Kasey dobiega końca. Teraz będzie musiała zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu, do którego przeprowadziła się jej rodzina. Niby ci sami ludzie, a jednak nic już nie jest takie same. Dotąd spokojne życie Alexis wywraca się do góry nogami, bo gdy Kasey się pojawia, pojawiają się na horyzoncie kłopoty.
Kto mógłby przypuszczać, że za zwykłym klubem „Promyczek” może kryć się coś więcej, a tym bardziej że Alexis i Kasey mogą znów wpakować się w coś złego. Aby to sprawdzić Alexis i jej najlepsza przyjaciółka Megan postanawiają wstąpić do klubu i dowiedzieć się, co kombinuje Kasey ze swoimi koleżankami. Tylko, czy aby na pewno był to najlepszy sposób, żeby uratować Kasey przed kolejnymi tarapatami?


Owszem, książka jest wciągająca, ale czegoś mi w niej cały czas brakowało. Nie czułam już tego dreszczyku grozy ani takiego dużego napięcia, jak poprzednio. Cały czas miałam nadzieję, że się to zmieni i niestety się zawiodłam. Autorka zdecydowanie skupiła się bardziej na bohaterach i ich powierzchownej stronie, co sprowadziło książkę na całkiem inne tory. Na ten moment nie nazwałabym jej horrorem, a zwykłą obyczajówką z fantastycznymi elementami, a to bardzo duża degradacja. Plusem była ciekawa fabuła, która przy dobrym dopracowaniu mogłaby być czymś o wiele lepszym.


„Lydia i ja przyjaźniłyśmy się przez pierwszy rok ogólniaka i część drugiego. Ostatnio nasze relacje stały się jednak dość napięte. Nie potrafiła pogodzić się z tym, że wolałam trzymać się z innymi zamiast z nią i resztą pretensjonalnego, ubranego na czarno Szwadronu Zagłady.”  


Alexis bardzo się zmieniła. Już nie należy do szkolnej grupy wyrzutków, jest dosyć popularna i zmieniła swoje podejście do szkolnych elit. Dawne koleżanki poszły w odstawkę, a jej po dawnych czasach pozostały tylko włosy (i to nie na długo). Kiedy do domu wraca Kasey, wszystko staje na głowie. Nie ma pojęcia jak z nią rozmawiać. Nie zamierza jej niańczyć, a wręcz od niej ucieka. Czeka, aż sama zacznie sobie radzić z całą tą sytuacją, która zepchnęła ją do szkolnego marginesu. Sytuacja bardzo szybko się zmienia, kiedy dawne koleżanki Alexis, zaczynają kumplować się z jej młodszą siostrą i coraz więcej dziewcząt bardzo chętnie zapisuje się do ich nowego klubu.


„Powrót Kasey do domu oznaczał, że pójdzie do liceum Surrey High. Spędziłam w nim dwa lata, zyskując, a następnie tracąc różnorakich sprzymierzeńców oraz wrogów.
Nie będzie po prostu świeżakiem. Będzie młodszą siostrą Alexis Warren.
A to oznacza, że do mnie należy upewnienie się, że nie skończy się to dla niej katastrofą.”


Mimo że lektura jest o wiele słabsza niż pierwszy tom, czytało się ją bardzo przyjemnie. W niektórych momentach nie mogłam się od niej oderwać, ale to były tylko bardzo krótkie chwile. A u mnie ma największy plus za to, że mnie nie irytowała, jak to często bywało w przypadku innych takich powieści. Cała historia została oparta na identycznym schemacie, jaki można było znaleźć w poprzedniej części i to może wzbudzić wiele niezrozumienia, w szczególności po tym, co obie bohaterki przeżyły. Niestety, ale sami bohaterowie staja się tacy nijacy. Nie mają już w sobie żadnej ikry, przemykają gdzieś cichaczem przez wszystkie strony, za to świetnie pamiętam ich z wyglądu, szczególnie tyczy się to płci żeńskiej.

Sam wątek miłosny, który pojawia się na samym początku, jest tu nieporozumieniem. Między Alexis a Carterem nie ma żadnej chemii. Ich relacje są tragiczne, nawet nie potrafią ze sobą rozmawiać. Całe szczęście, że nie wiele scen z jego udziałem się pojawiało, a jak już jakieś były, to bardzo króciutkie. Tym razem pojawia się ciut więcej o fotografii, która jest pasją głównej bohaterki. Bardzo realistyczne opisy zdjęć sprawiały, że czułam, jakbym miała je tuż przed sobą i właśnie je oglądała, a nie tylko o nich czytała. A może to tylko dlatego, że sama chciałabym robić takie zdjęcia, ale wciąż stoi mi na przeszkodzie. Niemniej jednak ten wątek, to jedna z zalet tej książki.


„Fotografowanie nie sprowadza się do znajdowania nowych sposobów ukazania czegoś, lecz raczej… do pokazania innym, w jaki sposób ja coś postrzegam.”


„Od złej do przeklętej” posiada więcej wad niż zalet. Fani tej serii mogą poczuć się rozczarowani, w szczególności po samym zakończeniu, jakie serwuje nam autorka. Spodziewałam się czegoś mocniejszego… Nie będę wam ani jej odradzała, ani polecała. Każdy sam musi podjąć decyzję i zmierzyć się z tym, co na niego czeka. Ja spędziłam przy niej miło czas, ale dla mnie okazała się tylko wypełniaczem wolnego czasu. Bo w moim przypadku nie mogłam liczyć na żadne głębsze emocje.


Moja ocena: 4/10
Liczba stron: 456
Data premiery: 18 maja 2016

Wydawnictwo: Feeria Young

1 komentarz:

  1. Miałam ochotę zapoznać się z tą serią, ale naczytałam się, że jest niedopracowana i czegoś w niej brakuje. Dlatego na razie odpuszczam.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.