wtorek, 15 listopada 2016

Jenny Martin - Wyścig

„Wyścig” to kolejna pozycja z mojej listy „must have”. Odkąd ją zobaczyłam, wiedziałam, że na pewno trafi w mój gust, więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie. I jeszcze ten opis – „Zapierające dech w piersi połączenie „Gwiezdnych wojen” z „Szybkimi i wściekłymi”.”…  Za „Gwiezdnymi wojnami” nie przepadam, ale za to „Szybkich i wściekłych” kocham, tak więc nie pozostało mi nic innego, jak się z nią zapoznać. Jednak oczekiwania, a rzeczywistość czasami nie idą ze sobą w parze. A jak było w tym przypadku?

Castra, korporacyjna planeta, na której rządzą Sixersi, a każde najdrobniejsze przewinienie jest surowo karane.
Siedemnastoletnia Phobe jest jednym z najlepszych kierowców nielegalnych ulicznych wyścigów. Ryzyko jest ogromne, ale pieniądze są jeszcze bardziej potrzebne. Kiedy zostaje złapana, wie, że już nigdy nie będzie wolna…
Teraz stoi przed trudnym wyborem, a żadna z opcji nie jest rozsądnym wyjściem z tarapatów. Albo stanie się korporacyjnym pionkiem, albo resztę swojego życia spędzi jako niewolnik. Ale czy oba rozwiązanie nie wiążą się z niewolnictwem?
Czy Phobe poradzi sobie w  skorumpowanym świecie międzyplanetarnej polityki?
Jaką cenę będzie musiała zapłacić i kto przesądził o jej losie?
Stanie się posłusznym pionkiem, a może jej buntowniczy charakter na to jej nie pozwoli?



„Opony piszczą, ale trzymają się toru. Wyjeżdżam na następną prostą. Serce mi wali, w całym ciele rozlewa się uniesienie, promieniuje od kręgosłupa, aż staję się nieważka, jak śmiech. Właśnie dla takich chwil jestem stworzona. Nieważne, dobra czy za, ta chwila to moje dziedzictwo.”


Genialna, tak ta książka jest genialna. I żałuję, że tak szybko się skończyła. Świat w niej opisany jest rewelacyjny, bogaty w szczegóły i tak inny, że chciałoby się go chłonąc w każdym najdrobniejszym elemencie. Niebezpieczeństwo, wyścigi, korupcja, rozterki miłosne i nadchodząca wojna międzyplanetarna. To wszystko powoduje skok adrenaliny i emocjonalne tornado. Od tej lektury nie sposób się oderwać, a w tak zawrotnym tempie, za nim czytelnik zdąży się zorientować, już jest na ostatniej stronie. Ale to dopiero początek przygody…


„Musiałam zamknąć oczy i się odwrócić; nie wiedziałam już, kim przy nim jestem.”


Phobe to dziewczyna, która swoja pasję odziedziczyła po ojcu. Wychowuje się w rodzinie zastępczej ale kocha ich i pragnie im pomóc, a tylko wyścigi, dla jej klasy społecznej, są furtką do w miarę dobrego życia. Miała plany na przyszłość i przyjaciela, który zawsze przy niej był. Nie uwzględniła tylko w tym wszystkim możliwości, że może wpaść w ręce korpo. Od teraz musi walczyć o swoje przetrwanie, być sprytniejsza niż ci na górze inaczej ślad po niej zaginie. A z jej charakterkiem będzie ciężko jej się podporządkować. Porywczość nie jest tu wskazana, a jej ciężko okiełznać swoje prawdziwe ja.


„A jaka jest w tym wszystkim moja rola? – zapytałam.
Najważniejsza – odparł James. – Gdy już dostaniesz się do wyścigu, jedyne co musisz zrobić, to umrzeć.”


To jest idealna powieść młodzieżowa. Przygodówka, przy której nie w sposób się nudzić. Bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani, są tacy z krwi i kości, przez co bardzo łatwo się z nimi utożsamić. Nie sposób ich nie polubić, a także znienawidzić tych złych. Znajdziemy tutaj nie tylko wyścigi ale całą sieć intryg, które tworzą drugie dno tej historii. A tego się nie spodziewałam, pod tym kontem zostałam bardzo miło zaskoczona, bo jednak byłam pewna, że będzie to jedna z tych płytkich pozycji, co robią za zwykłą rozrywkę po ciężkich lekturach. W dodatku autorka stworzyła bardzo ciekawy świat, który daje jej wiele możliwości, byleby tego nie zaprzepaściła. Ale to na tym koniec plusów, bo jednak są i minusy…


„Zobaczyłam to w jego oczach. Walczył ze sobą jeszcze bardziej niż ze mną. Patrzyłam na te zmagania i to było jak oglądanie siebie w lustrze. Pod maską, którą pokazywaliśmy innym, oboje byliśmy rozdarci, w wiecznym starciu ze sobą.”


No właśnie, niby wszystko jest w porządku, a jednak coś mi nie pasuje. Schemat, schemat i jeszcze raz schemat. Kiedy te trójkąty wyjdą z mody, bo są do znudzenia przewidywalne i powodują mdłości. Rozterki sercowe nie zawsze powinny się pojawiać. Choć tu były w miarę stonowane. Pozostaje tylko cała historia i te dziwne wrażenie, że gdzieś to już było, coś już podobnego czytałam. No i… BINGO! Całkiem podobne do innej dystopijnej powieści – „Igrzyska śmierci”. O tak, bardzo podobny schemat. Choć nie rzuca się to, aż tak bardzo w oczy, może to powodować pewne grymasy na twarzy, a nawet w najcięższych przypadkach odrzucenie.

Jestem zadowolona z lektury, zapadła mi dość głęboko w pamięć i już nie mogę się doczekać jej kontynuacji mimo, jej kilku małych wad. Bo mimo wszystko ma tak dużo plusów, że nie sposób jej się oprzeć. A na resztę można przymknąć oko.



Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 400
Data premiery: 13 kwietnia 2016

Wydawnictwo: Akurat  

1 komentarz:

  1. Fabuła mnie nie zaciekawiła, a dodatkowo twoja opinia też nie zachwala nad niebiosa treści :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.