wtorek, 20 grudnia 2016

Przedpremierowo: C.J. Daugherty & Carina Rozenfeld - Tajemne miasto

Gdzie nie spojrzę, tam widzę okładkę książki „Tajemne miasto”. Każde kliknięcie, odświeżenie wszystko prowadzi do tego, abym znów ją zobaczyła. Tak dłużej być nie może, ale premiera dopiero w przyszłym roku i wtedy staje się cud. W moich elektronicznych łapkach pojawia się książka, którą dzięki wydawcy mogę przeczytać przedpremierowo. Minęło już tyle czasu, odkąd czytałam pierwszą część, a wciąż pamiętam, wszystko moje zarzuty wobec niej, dlatego też byłam pełna obaw, kiedy zabierałam się za czytanie drugiego tomu. Czy faktycznie miałam się czego bać?

Został tylko tydzień do osiemnastych urodzin Sachy. Ostatnie tygodnie były spokojne, ale też nie przyniosły oczekiwanych odpowiedzi. Dalej nie wiadomo, jak pozbyć się klątwy i kto chce im w tym wszystkim przeszkodzić.
Taylor cały czas trenuje, aby móc walczyć, jednak nie wszystko idzie tak, jakby tego chciała, wciąż ma braki, a czasu nie może marnować. Każda minuta jest na wagę złota, a ona nie potrafi tak wielu rzeczy…
Zło nabiera sił, staje się coraz śmielsze. Teraz zaczyna zagrażać już całemu światu. Aby je powstrzymać, jest tylko jeden sposób, trzeba dotrzeć tam, gdzie wszystko się zaczęło…
Stawką jest nie tylko życie Sachy, ale wszystkich im bliskich osób…
Kto wyjdzie z tej walki zwycięsko?


Jestem pozytywnie zaskoczona, bo tym razem odleciałam, dałam się porwać tej historii, a świat realny przestał dla mnie istnieć. Przepadłam. Tego na pewno się nie spodziewałam, w szczególności patrząc na to, że „Tajemny ogień” nie dostarczył mi tylu wrażeń. Całość zaczyna się bardzo spokojnie, aby za chwilę pędzić niczym Formuła 1. Nie miałam szans, aby się oderwać, czy odłożyć książkę na bok. Zbyt wiele się dzieje, aby móc, choć chwile spokojnie odetchnąć. Napięcie cały czas wzrasta, aby na samym końcu dać upust wszystkim emocjom. Ale…



„Grupka studentek zebrała się przy kamiennej kolumnie i wbiła wzrok w Taylor. Nawet nie próbowały ukryć zainteresowania, a ich szepty dźwięczały w jej uszach.
– To ona?
– Wydaje się całkiem zwyczajna.”


Taylor musi okłamywać wszystkich swoich bliskich, przez co ma wyrzuty sumienia, choć wie, że to dla ich dobra. Do tego musi znosić wścibskie spojrzenia i szepty innych studentów. Jest z tym sama i nikomu nie może się pożalić. Nie pojawia się w domu, rzadko kontaktuje się z mamą, cały czas doskonali swoje umiejętności i bardzo dużo od siebie wymaga. Został jej tylko tydzień, a ona wciąż nie wie, co czeka ją i Sache, a tym bardziej czy uda im się przeżyć.
Sacha całymi dniami przesiaduje w bibliotece, przeszukując księgi, aby zdobyć informacji na temat klątwy, ale to nie daje upragnionych rezultatów. Wciąż ma za mało informacji, potrzebuje cudu, który sprawi, że to, czego szuka, pojawi się w jego rękach. Do tego wszystkiego czuje się jak w klatce, każdy go pilnuje, a oprócz biblioteki i swojego pokoju, nigdzie nie może się ruszyć.


„– Jakoś nie przyszło mi do głowy, że dziś jest apokalipsa, Alastair. Nie dostałam informacji.”


Czy zawsze musi się pojawić jakieś „ale”? Czy choć raz nie mogło być idealnie?
I znów pojawiło się rozczarowanie, przez całą książkę nie miałam się do czego doczepić, aż przyszedł czas na zakończenie i wtedy wszystko poszło nie tak. Jakby ktoś przełączył mały pstryczek z pozycji idealnie, na takie sobie. Finał był płytki, za prosty, za przewidywalny. Zapowiadało się, że będzie dramatycznie i zaskakująco, miało być wiele emocji, które miały sięgnąć zenitu, a tu nic z tego. Dodatkowo było to zbyt krótkie, jak dla mnie został zmarnowany potencjał, a może (to tylko takie moje przypuszczenia) zabrakło autorka pomysłu, aby to inaczej napisać. Naprawdę spodziewałam się czegoś lepszego, byłam pewna, że zostanę zszokowana, wręcz wbita w fotel, a tu taki niesmak pozostał.

W tym tomie autorki dodały nam wątek miłosny, choć jego zalążki można było już zaobserwować w pierwszej części. Sporym zaskoczeniem jest pojawienie się nie jednego, ale aż dwóch kiełkujących uczuć. Jeśli chodzi o tę drugą parę, to tego się nie spodziewałam i miło mnie to zaskoczyło. Jednak nie zdradzę wam, o kogo chodzi, nie będę psuła wam tej przyjemności. Dodam tylko, że to chyba jedna z moich ulubionych par, jak na ten moment.

Podsumowując, było mrocznie, trzymało w napięciu, czasami nawet zaskakująco. Nie licząc tej małej wpadki przy zakończeniu, jest to udana kontynuacja, gdyż widać, że autorki naprawdę się postarały, aby poziom poszybował w górę. Książka jest bardzo wciągająca, czyta się lekko, a strony pochłania się w zastraszającym tempie. I wszystko wygląda na to, że jest to ostatni tom tej historii, co bardzo mnie zdziwiło, bo autorzy przeważnie stawiają na trylogię. No cóż, zawsze mogę się mylić.



Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 464
Data premiery: 11 styczeń 2017
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)





1 komentarz:

  1. Ja jeszcze nie czytałam tomu pierwszego. Mam nadzieję, że w przyszłym roku mi się uda zapoznać z treścią obu części :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.