sobota, 2 kwietnia 2016

Przedpremierowo: Colleen Hoover - Ugly Love

Wystarczyła mi jedna krótka informacja o poszukiwaniach chętnych blogerów, abym się zgłosiła. Garść szczegółów, żebym nie mogła się doczekać, kiedy będę mogła zacząć promować nową książkę jednej z moich ulubionych autorek, a mowa tu o Colleen Hoover. I krótki, a zarazem długi czas oczekiwania na ten moment, w którym wreszcie mogłam zapoznać się z „Ugly Love”. Jeszcze jej nie znałam, a już nie mogłam przestać o niej myśleć. No bo, kto by przeszedł obojętnie obok twórczości tej pisarki? Na pewno nie ja! Ale gdzieś tam w głowie pojawił się złośliwy chochlik, który szeptał mi „a co będzie, jak ta lektura ci się jednak nie spodoba?” i co gorsza, prawie mu uległam i bałam się, że faktycznie tak może być. A jak było naprawdę?

Kiedy Tate przeprowadza się do brata, a pod jego drzwiami znajduje pijanego Milesa, nie wie, jakie będą tego konsekwencje. Między nimi powstaje jakaś dziwna więź, która przyciąga ich do siebie. Ale to nie jest miłość, ani nawet przyjaźń.
Postanawiają zawrzeć prosty układ: seks dla czystej przyjemności. On nie chce miłości, ona nie ma na nią czasu…
To może się udać wystarczy, że Tate będzie przestrzegać dwóch zasad: nigdy nie pytaj o przeszłość  i nie licz na przyszłość.
Serca się spotkały.
Obietnice odeszły w zapomnienie.
Zasady zostały złamane.
A miłość stała się brzydka.


Po przeczytaniu lektury nie mogłam się pozbierać, moja psychika była roztrzaskana na milion kawałeczków. Nie wiedziałam, co mam czuć – śmiać się, a może jednak płakać. Już nie wspomnę o tym, ile łez pociekło mi po policzkach, zakończenie jest tak mocne, tak wstrząsające, że nie było sposobu, abym je powstrzymała. Jednym zdaniem, to jest kolejna genialna książka, spod pióra Colleen Hoover. A jeśli myślicie, że „Ugly Love” to kolejny erotyk pokroju Greya, jesteście w błędzie. Autorka napisała powieść, która skrywa w sobie drugie dno. Porusza nawet najbardziej skamieniałe serca. Jest niczym emocjonalne tornado. Porywa czytelnika, a na koniec porzuca go wyprutego z wszelkich uczuć, z rozdartym sercem i z wielką pustką w głowie. Nagle to, co wydawało się brzydkie, stało się piękne.


„Dzieje się ze mną coś dziwnego. Przeszywa mnie dreszcz. Nie cierpię tego uczucia, bo wiem, co to znaczy. To znaczy, że moje ciało zaczyna reagować na bliskość Milesa.
Mam nadzieję, że przynajmniej głowa zachowa zdrowy rozsądek”


Tate wpakowała się w bardzo toksyczną relację z Milesem. Mimo że on ją rani, ona mu na to pozwala. Każde kolejne ich spotkanie daje jej złudne wrażenie, a co najgorsze nadzieję na coś, co nie ma prawa nigdy zaistnieć. Nie potrafi tego powstrzymać, a wręcz nie chce tego zrobić. Nie ważne jak bardzo cierpi przez ten chory układ. I może wydawać się to bardzo dziwne w szczególności, że z natury jest bardzo sympatyczną i miłą dziewczyną o wielkim sercu. Jest zbyt dobra i wydaje się za bardzo ułożona, aby dać sobą tak pomiatać.
Miles otoczył się murem. Tragedia, która wydarzyła się kilka lat temu, cały czas odciska na nim piętno. Nie potrafi normalnie żyć, nawet nie chce tego. Serce ma z lodu, codziennie pielęgnuje ból, który zagościł tam dawno temu. Nieugięty i bezczelny. Do wszystkiego podchodzi z dużym dystansem. Nie wierzy, że zasługuje na szczęście w swoim życiu. Nie po tym, co się wydarzyło.


„– Nie mam nic przeciwko temu, żebyś piła moje soki, Tate.”


Od początku próbowałam rozgryźć, co wydarzyło się w życiu Milesa. Niestety, moje próby były nieudane, choćbym nie wiem, jak próbowała, nigdy bym sama takiego scenariusza nie wymyśliła. Choć przyznam szczerze, że byłam blisko. Książka jest głównie podzielona między Tate i Milesa, tylko że jego oczami nie widzimy teraźniejszości, tylko wydarzenia sprzed sześciu lat. Był to zarazem jeden z najciekawszych wątków, zawsze wyczekiwałam, kiedy w końcu przyjdzie czas na jego historię, ale także były to bardzo frustrujące momenty. Nie dojść, że nie mówiły nam za wiele, to bardzo szybko się kończyły, a ja jako czytelnik chciałam jeszcze znać jego myśli dotyczące Tate. Ale nie można mieć wszystkiego naraz.


„On też się uśmiecha.
On.
Też.
Się.
Uśmiecha.”


„Ugly Love” to bardzo poruszająca i bolesna powieść. Ukazuje nam różne odcienie miłości, cierpienia i szczęścia. I mimo wszystko daje nam nadzieję, że mimo tragicznej przeszłości, mamy szansę na nowe życie, prawdziwe i szczere uczucie. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, czy pozwolimy sobie na dobre momenty, czy pogrążymy się w tym wszystkim, co złe. Mamy wybór, ale nie zawsze chcemy z niego skorzystać.

Autorka przedstawiła nam realnych bohaterów. Takich prawdziwych z krwi i kości. Mają swoje niedoskonałości, nie są idealni. Dlatego mimo licznych wad, z miejsca można ich polubić, a nawet utożsamiać się z nimi. Oprócz rewelacyjnej kreacji postaci pierwszoplanowych nie mogę zapomnieć o tych drugoplanowych. Oni również wtrącają swoje trzy grosze do całości. Indywidualność ich osobowości ukazuje nam odcienie naszego życia. Mogą być podobni do kogoś z naszej rodzina albo z sąsiadów, ale widać, że są na właściwym miejscu, bez nich byłoby zbyt pusto.

Jeżeli chcecie poznać wady tej powieści, niestety, próżno ich szukać w tej recenzji. Nie potrafię ich znaleźć w tej książce. Dla mnie jest idealna, rewelacyjna, genialna i nie przestaną jej chwalić, a tym bardziej nie będę szczędzić wobec niej komplementów. Od teraz jest także moją ulubioną lekturą, do której pewnie będę często wracać. Przebiła nawet „Maybe Someday” spychając ją na drugie miejsce. To jedna z tych powieści, po której wciąż czuje się niedosyt, chciałoby się więcej i więcej, a kolejnych stron już nie ma. Jest warta każdej łzy, którą wycisnęła z moich oczu. A teraz tylko od was zależy, czy tak samo mocno, jak ja, pokochacie „Ugly Love”.   



Moja ocena: 10/10
Liczba stron: 344
Data premiery: 13 kwietnia 2016
Wydawnictwo: Otwarte




Recenzja w ramach przedpremierowego Book Tour organizowanego przez Wydawnictwo Otwarte i Książkowe Kocha, Nie Kocha.



6 komentarzy:

  1. A może się skuszę... dawno Hoover nie czytałam, na wiosnę jak znalazł :D

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. O Hoover czytałam wiele i niemal zawsze pozytywnie, kurde, może czas po nią sięgnąć? Kurcze, jednak ja z erotykami i książkami opartymi na relacji seks ale bez perspektyw na coś więcej, jakoś mnie nie kręcą, ale może kiedyś, bo mimo wszystko zaintrygowałaś mnie tą recenzją, postać Milesa, toksyczna relacja dwójki głównych bohaterów, och, sama nie wiem!

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem bardzo ciekawa tej lektury, więc sama sprawdzę jak to z nią jet

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, kurcze, kurcze! Bardzo lubię książki tej autorki i przyjeżdża 12 kwietnia do mojego miasta, więc grzechem, szczególnie po Twojej recenzji byłoby nie sięgnięcie po historię Tate!

    Pozdrawiam oraz życzę miłego dnia :)
    http://zagoramiksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Też jestem po lekturze "Ugly Love" i tak samo ta książka kompletnie mnie rozwaliła! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie, prędzej czy później, sięgnę po tę książkę, licząc jednak na to, że okaże się lepsza niż "Hopeless", "Losing Hope" i "Maybe someday".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.