środa, 17 lutego 2016

C.C. Hunter - Wieczna

Historia Delli w nowej serii o Wodospadach Cienia podbiła moje serce. To był strzał w dziesiątkę, w szczególności po niesamowitym zakończeniu „Odrodzonej” (recenzja tutaj). Prawda jest tak, że autorka po raz kolejny pozostawiła swojego czytelnika z niedosytem i masą pytań bez odpowiedzi. Dlatego nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na kolejną część tej serii. I w końcu nadszedł ten moment, kiedy w moje ręce trafiła „Wieczna”. Mimo że nie minęło wiele czasu, wydawałoby się, że minęła cała wieczność. Ci, którzy tak jak ja kochają Wodospady Cienia zrozumieją, o czym piszę. Ale w mojej głowie pojawił się taki cichy głosik, który wrednie szeptał mi – a co będzie, jeżeli powieść będzie tylko naciąganym gniotem?

Odrodzona, to słowo cały czas dręczy Dellę, tak samo, jak tajemnicza więź, która połączyła ją z Chase’m. I jest jeszcze Steve, który tak brutalnie wtargnął do jej życia, a ona go dopuściła do siebie. Ale to dopiero wierzchołek problemów wampirzycy. Wodospady wzywają ją do siebie, dziwnym splotem wydarzeń wraz z Chase’m musi uratować parę młodych wampirów.
Nad ich zadaniem cały czas czuwa duch, który wydaje się być bardzo potężny. I co gorsza nie zachowuje się jak typowa dusza, która potrzebuje pomocy, aby przejść na drugą stronę. Ma widoczny cel w swoich poczynaniach, tylko nie do końca wiadomo, czy nie wyrządzi nikomu krzywdy…
W szczególności, że nikt nie wierzy, że zaginione wampiry jeszcze żyją…
Mroczny sekret rodzinny domaga się, aby prawda w końcu została ujawniona. I to Della ma go rozwiązać, jednak czy nie będzie żałować swojej decyzji?
Co łączy Dellę z duchem i zaginioną parą wampirów?
Jak ułożą się sprawy sercowe wampirzycy?
Czym jest tajemnicza więź między nią, a Chase’m?



„Szła dalej, a jej buty zapadały się w błotnistej ścieżce. Tej nocy sporo padało. Leżała w łóżku i słuchała uderzeń kropli o blaszany dach domku. Nie był to jedyny odgłos wody, jak słyszała.
W oddali szumiał wodospady. Nawet z jej wampirzym słuchem nie miała szans dosłyszeć ich z domku. A to znaczyło, że wodospady ją wzywają.”


Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Autorka ma znakomity talent do wprowadzenia czytelnika w stan osłupienia i tworzenia wielu wątków. Nie pierwszy raz po spotkaniu z jej książką, w mojej głowie kłębi się stos niewiadomych, a jedyną szansą na jakieś rozwiązanie jest oczekiwanie trzeciego tomu. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, no cóż, ja w takim razie dzięki niej, jestem już na ostatnim. Historia Delli dostarcza bardzo wielu emocji, przez co nie można oderwać się od czytania. Za nim zdołałam się zorientować, byłam już na ostatniej stronie. Byłam zrozpaczona, że to już koniec. Czułam niedosyt i frustrację, bo jak można w takim momencie zostawiać czytelnika?! To grzech, a wręcz zbrodnia.


„Rada Wampirów wysłała go po ciebie – powtórzył głos. – Nie jesteś ciekawa?”


Della ma zbyt wiele problemów. Niechętnie o nich mówi innym, ale widać w niej pewną zmianę. Powoli sama nie może udźwignąć tego, co ma na głowie. Daje upust emocją, wydaje się dziwna i obnażona bez tych swoich murów, które wokół siebie zbudowała. Jednak najczęściej robi to tylko w samotności. Nawet jej najlepsze przyjaciółki nie wszystko o niej wiedzą, a Miranda coś ewidentnie przed nią ukrywa. Współpraca z Chase’m to kolejny problem. Nie ufa mu, choć on uratował jej życie. Cały czas ma wrażenie, że nie mówi jej wszystkiego, a ona musi znać prawdę i wiedzieć kto pociąga za sznurki. O ile nie jest to tylko jej chore urojenie. Musi pokonać swój wewnętrzny strach i pokonać bariery, które do tej pory ja ograniczały. Inaczej nie rozwiąże sprawy, nad którą pracuje.


„Czerń.
Czarne buty.
Czarne dżinsy i czarna przylegająca koszulka.
Wszystko czarne, by wtopić się w noc.
To była pierwsza zasada bycia wampirem, jakiej nauczył ją Chan. Ten kolor idealnie pasował do okazji. Czerń na smutek. Czerń na ból. Czerń na złożenie ciała Chana do grobu i na pożegnanie.”


Wszystko na to wskazuje, że autorka ma ogromne zapasy pomysłów na kontynuowanie Wodospadów Cienia. Nie wiem skąd ona je czerpie, ale za każdym razem, kiedy mi się wydaje, że to już koniec tematu, ona ciągle mnie zaskakuje. Można odnieść wrażenie, że niektóre wątki są zbyt oczywiste i wiadomo, jak one się potoczą, jednak cały czas mam dziwne przeczucie, że i w tej sprawie zostanę pozytywnie zaskoczona. W tym tomie życie bohaterów zostało ogromnie pokomplikowane. Nie spodziewałam się takich rozwiązań ze strony pisarki. I choć może większość wydawać się dość schematyczna, o dziwo, to wcale nie jest nudne. Cały czas czuje się ten dreszczyk emocji, niepewność, a umysł sam próbuje rozwikłać zagadki, z którymi muszą mierzyć się bohaterowie.


„Temperatura w gabinecie spadła tak gwałtownie, że z ust wszystkich zaczęła unosić się para. Stojący na biurku Holiday szklany wazon z kwitami pękł. Szkło poleciało w jedną stronę, a woda w drugą. Kropelki zmieniły się w lodowate kulki i potoczyły się po blacie biurka, układając się w litery.
Ż
Y
J
  Ą” 


Mimo że jest to powieść dla młodzieży i górują w niej rozterki sercowe i nastoletnie błahe problemy. Jest w tym coś więcej. Pojawiają się poważniejsze, trudniejsze do rozwiązania zagwozdki. To taki stan zawieszenia, kiedy nie jest się jeszcze dorosłym, a już trzeba w szybkim tempie dorosnąć i myśleć, jak dorosły. Przez co niekiedy nie zgadzałam się z wyborami Delli, inaczej postąpiłabym na jej miejscu, ale zobaczymy czy w ogóle miałoby to jakiś sens. Nie wiem, co jeszcze przygotowała dla nas autorka, po niej można spodziewać się wszystkiego. Ale wiem jedno. Kolejna je powieść, to będzie tylko taka mała dawka narkotyku, bo tak właśnie działają na czytelnika jej książki.



Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 376
Data premiery: 17 luty 2016
Wydawnictwo: Feeria Young 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.