czwartek, 26 stycznia 2017

Sara Pennypacker - Pax

„Pax” to książka, o której było i jest, bardzo głośno. I chyba tylko dlatego się na nią skusiłam. Musiałam dowiedzieć się, czym tak zachwycają się inni blogerzy, jakoś nie mogłam zrozumieć fenomenu tej pozycji. Gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach, wydała mi się taka nijaka, niczym dla mnie się nie wyróżniała, a tym bardziej nie przemawiała do mnie. Ale po tak wielu pozytywnych recenzjach, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Obawiałam się tylko, że może okazać się dla mnie zwykłą lekturą, niewartą mojego czasu. A jakie mam dzisiaj o niej zdanie, kiedy już ją przeczytałam?

Pax i Peter są nierozłączni, do czasu, kiedy chłopiec musi przeprowadzić się do swojego dziadka, bo jego ojciec idzie do wojska. W dzień przeprowadzki musi zrobić coś, czego nigdy z własnej woli by nie zrobił, porzuca swojego liska w lesie…
Już pierwszej nocy w domu dziadka, Peter wymyka się w nocy i wyrusza w miejsce, gdzie pozostawił Paxa tylko, że jest ono oddalone o pięćset kilometrów. Przed nim ciężka droga, czy uda mu się dotrzeć na miejsce?
W tym samym czasie lisek musi nauczyć się jak przetrwać w lesie, ale nie traci nadziei, że Peter po niego wróci…
Czy mimo dzielących ich kilometrów, chłopiec wróci po swojego przyjaciela?
Czy liskowi uda się przetrwać w lesie?


Dawno nie czytałam tak poruszającej historii. Jest niesamowita. Trzyma w napięciu do ostatniej strony, a pochłania się ją w niesamowitym tempie. Z wyglądu jest bardzo niepozorna, ale jej wnętrze jest bardzo bogate. Obfituje nie tylko w wiele emocji, ale także pokazuje siłę prawdziwej przyjaźni, determinację i odwagę. Przeplatana pięknymi rysunkami, które rozbudzają kolejne partie wyobraźni. Czytelnik zatraca się w tym wszystkim, a na samym końcu musi wrócić do szarej rzeczywistości, obdarty ze swoich najtwardszych murów, wypruty z emocji, pozostawiony sam sobie, musi na nowo się odnaleźć. I to wszystko przez powieść, która liczy sobie niecałe trzysta stron.


„Zwyczajną prawdę bywa najtrudniej dostrzec, kiedy dotyczy ciebie samego. Jeżeli nie chcesz poznać prawdy, zrobisz wszystko, żeby ją ukryć.”


Peter ma tylko dwanaście lat, ale jego życie nie należało do tych najłatwiejszych. Kiedy miał siedem lat, jego mama umarła, jakiś czas później znalazł kilkudniowego liska i od tamtej pory byli nierozłączni. Ojciec chłopca jest osobą, która ma trudny charakter, nigdy nie okazywał uczuć swojemu synowi, choć on bardzo tego potrzebował. Wymagający i surowy, nietolerujący nawet najmniejszych niedociągnięć i niepowodzeń.
Pax mały lisek, który tak bardzo odmienił życie Petera. Udomowiony nigdy nie musiał być zdany sam na siebie. Zawsze miał jedzenie i wodę, wszystko to co niezbędne do przetrwania. Teraz został porzucony w obcym mu świecie z wieloma wrogimi istotami wokół niego. Wszystkiego musi nauczyć się od nowa, a to nie będzie takie łatwe.


„Powinno się mówić prawdę o tym, jaka jest cena wojny.”


„Pax” to pozycja, która niesamowicie mnie zaskoczyła. W żadnym wypadku nie mogłam się spodziewać takiej historii, a tym bardziej że będzie miała na mnie taki wypływ. Teraz żałuję, że tak późno się nią zainteresowałam, ale jak to mówią „lepiej późno, niż wcale”. Książka podzielona jest naprzemiennie między rozdziały Paxa i Petera, dzięki temu widzimy, co dzieje się u jednego i drugiego. Ten zabieg spowodował tylko zwiększenie ciekawości, a ja nawet nie mogę się zdecydować, które lub kogo rozdziały były ciekawsze. Choć chyba część widziana oczami Paxa bardziej trzymała w napięciu, ale jedno wiem na pewno, kibicowałam obojgu.


„-Co to jest wojna?
Szary zamyślił się.
- Jest taka choroba, która czasem dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi.”


Wojna to nie zabawa, to straszne doświadczenie dla każdego człowieka nie zależnie od wieku i czy bierze w niej czynny udział. Każdy uważa, że jest po słusznej stronie, ale czy istnieje ta „słuszna strona”? Przede wszystkim to pokaz siły, a jak wiadomo, silniejszy zapewne wygra, niezależnie od tego, czy po jego stronie leży słuszność jego czynów. Tutaj wojnę mamy przedstawioną jako chorobą, „zarażeni wojną” w lisich oczach. Ale także mamy inny obraz, który mówi, że za nim trafi się na wojnę, żołnierzowi jest prany mózg, żeby mógł wykonywać rozkazy bez namysłu i rozważania kwestii powinności i sumienia. Każdy z tych obrazów jest przerażający i przyprawie nie tylko o ciarki, ale także o mdłości.

Podsumowując tę historię, można powiedzieć o niej wiele pozytywnych rzeczy. Jest to piękna historia o miłości do zwierzęcia, o łączącej ich bezwarunkowej przyjaźni, o ogromnej odwadze i poczuciu winy z wyrządzonej krzywdy. A wszystko to w cieniu toczącej się walki z demonem nazywanym wojną.



Moja ocena: 10/10
Ilustracje: Jon Klassen
Liczba stron: 296
Data premiery: 21 październik 2016
Wydawnictwo: IUVI

2 komentarze:

  1. Twoja opinia jest kolejną bardzo pozytywną, przez co coraz bardziej ciągnie mnie do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka niepozorna, a taka cudowna! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.