sobota, 2 stycznia 2016

James Dashner - Rozkaz zagłady

„Więzień Labiryntu”, to jedna z najpopularniejszych trylogii na naszym rynku wydawniczym. Nic więc dziwnego, że doczekaliśmy się prequelu do tej serii. Od razu wam się przyznam, że nie czytałam jeszcze „Więźnia Labiryntu” i myślałam, że nie będzie to stanowić żadnej przeszkody. I faktycznie podczas czytania nie stanowiło to żadnej różnicy, gorzej już jest teraz, kiedy piszę dla was tę recenzję. Nie mogę odnieść się do trylogii, bo jej nie znam, mam tylko te informacje, które dostarcza „Rozkaz zagłady”, reszty mogę się tylko domyślać.

Sądzili, że już nic gorszego ich nie spotka.
Kiedy wydawało się, że życie wraca już do normy – pojawili się oni. W jednej chwili znów zaczęła się walka o przetrwanie, a także walka z intruzami.
To co najgorsze - dopiero przed nimi…
Mark i Trina byli tam, gdy to się stało. Przetrwali, ale ich czas wydaje się już policzony. Wirus atakuje, a ludzie wpadają w morderczy szał.
Kiedy nie ma leku, pozostaje tylko nadzieja…
Istnieje szansa, że można wyleczyć zarazę. Muszą tylko przeżyć i dotrzeć do celu…
Kto wydał rozkaz zagłady?
Czy Mark i Trina dotrą i wypełnią swoją misję?


 „Rozkaz zagłady” to książka, która od samego początku wciągnęła mnie w swój świat. Praktycznie nie mogłam się od niej oderwać. Cały czas coś się działo, przede wszystkim było bardzo dużo zamieszania i wiele pytań bez odpowiedzi. Krok po kroku wraz z bohaterami dochodziłam do rozwiązania, które było nie tyle co zaskakujące, co dosyć przewidywalne. Czytając kilka ostatnich rozdziałów, byłam delikatnie zmęczona całą tą akcją. Praktycznie można powiedzieć, że działo się w kółko jedno i to samo, co nie wiele wnosiło do całości, a tylko zwiększało rozmiary powieści. Według mnie „Rozkaz zagłady” jest zbyt obszerny, przez co już mniej więcej  w połowie staje się nudy. Przy takim szumie wokół tej serii spodziewałam się czegoś lepszego, nawet jeżeli jest to tylko prequel.

Mark to jeszcze nastolatek, któremu udało się cudem przeżyć rozbłyski słoneczne. Nie udałoby mu się to, gdyby nie ludzie, których spotkał w tunelach transmetra oraz Trina. Od tamtej pory wszyscy są nierozłączni. Sytuacja, w której się znalazł, wymogła na nim szybsze dorastanie. Ale gdzieś głęboko w nim wciąż tkwi bezbronny dzieciak, który się boi. Nie zawsze reaguje tak jak powinien, często ktoś inny musi nim kierować, bo sam nie podjąłby decyzji. Po nocach nękają go koszmary, utrudniając mu i tak już ciężką sytuację, w której się znajduje. Od dawna skrycie kocha się w Trinie i teraz kiedy mogliby być ze sobą, znów muszą walczyć o swoje życie.

Świat podczas rozbłysków słonecznych, poznajemy dzięki koszmarom Marka. I mimo wszystko uważam, że były to najciekawsze momenty w całej książce. Reszta to nieustanna wędrówka i walka. Obraz samego wirusa, jego działania i rozpowszechniania, jest zbyt słabo przedstawiony. Niestety nie wiem, jak on jest zobrazowany w całej trylogii, ale jestem pod tym względem zawiedziona. Dla mnie jest to słabo dopracowane. Na taką ilość stron, autor mógł bardziej się postarać. Przez te drobne niedopracowane szczegóły, moja zapał na zapoznanie się z „Więźniem Labiryntu”, trochę opadł. Obawiam się, że mogę być zawiedziona.

„Rozkaz zagłady”, może i jest emocjonującą powieścią, ale każdy kolejny rozdział zawiera tych emocji coraz mniej. Czym dalej tym bardziej ubogo. Niby czuję niedosyt po zakończeniu lektury, ale bardziej odczuwam chaos w swojej głowie. Tak naprawdę nie wiem, co mam o niej sądzić. Nie była ani zła, ani dobra tylko przeciętna. Dlatego moje pierwsze spotkanie z twórczością autora nie do końca jest udane. Jestem tylko ciekawa, czy podczas czytania innych jego książek, można odnieść wrażenie, że jest on znudzony tym co pisze, przez co wszystko wydaje się naciągane i nieciekawe. Mimo wszystko mam nadzieję, że to tylko taka jednorazowa wpadka, a inne jego pozycje są naprawdę bardzo dobre.    

Dla prawdziwych fanów „Więźnia Labiryntu”, „Rozkaz zagłady” będzie perełką do kolekcji. Choć nawet oni niech się nie spodziewają odpowiedzi na swoje pytania, bo tylko prolog i epilog nawiązuje do bohaterów, którzy pojawiają się w trylogii. Reszta to tylko wydarzenia pokazujące początki wirusa.



Moja ocena: 6/10
Liczba stron: 416
Data premiery: 18 listopada 2015
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc


  

6 komentarzy:

  1. Może w końcu uda mi się sięgnąć po książkę...za dużo pozycji mam na liście, a i nowe dochodzą, więc o tych starszych się zapomina :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym piszesz. Sama mam z tym problem, ale mimo wszystko mogę Ci życzyć miłej lektury :)

      Usuń
  2. ooo ciekawe. Ja w tej chwili odsłuchuję trzecią część "Więźnia" w formie audiobooka, i podoba mi się ta seria, także ten tytuł również zagości na pewno na mojej liście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że mogłabym ją poznać bliżej :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.