piątek, 22 stycznia 2016

Ernest Cline - Armada

Ludzkość od lat toczy walki z kosmitami, czy to w grach komputerowych, filmach, serialach, a nawet w książkach. Jest to temat bardzo powszechny i praktycznie bez żadnych ograniczeń. Każdy twórca może nam przekazać własną wizję obcych i pierwszego kontaktu z nimi. Ale jak do tej pory nie ma żadnych dowodów na istnienie istot pozaziemskich. Nie mniej jednak cały czas interesujemy się tym motywem. Dlatego, jak tylko zobaczyłam „Armadę” nie wahałam się ani chwili, aby ją przeczytać. Niestety, kiedy książka pojawiła się już u mnie na półce, przeczytałam inne opinie czytelników, które nie były takie rewelacyjne, jak można byłoby się tego spodziewać. Cały mój entuzjazm uleciał ze mnie w jednej chwili. A jaka jest moja opinia o tej pozycji?

Zack Lightman marzy o kosmicznej przygodzie, rodem ze swojej gry komputerowej. Ale w jego małym, nudnym miasteczku nie ma na to szans. Aż pewnego dnia, za szkolnym oknem widzi jeden ze statków kosmicznych, tak bardzo dobrze mu znanych z fikcyjnej rzeczywistości Armady. Czyżby miał już urojenia?
Nie, z jego głową jest wszystko w porządku. A jego pozycja w grze i umiejętności, które tam zdobył, pilnie są potrzebne. Czas zmierzyć się z kosmitami i uratować planetę. Koniec z zabawą, drugiej takiej szansy nie będzie.
Tylko, czy w tym wszystkim, czegoś nie brakuje? Cały ten scenariusz nie trzyma się kupy…
Co Zack odkryje?
Kto wygra kosmici, czy ludzie?



„- Wiem, że przyszłość czasem wydaje się straszna, kochanie. Ale i tak się jej nie uniknie.”


Moje początki czytania „Armady”, nie należały do najlepszych. Lektura wydawała się nudna, monotonna i miała masę pojęć, które ciężko było spamiętać. Ale każdy następny rozdział, coraz bardziej mnie wciągał. Im dalej, tym trudniej było mi oderwać się od niej. To było jak obietnica genialnej historii, przy której nie będzie można się nudzić. Masa zwrotów akcji, świetni bohaterowie i genialny pomysł na fabułę, tak w skrócie można określić tę pozycję. Czytelnik lubujący się w filmach, książkach czy grach o kosmitach, znajdzie się w siódmym niebie. Będzie zachwycony, a ta historia będzie dla niego wisienką na torcie.


„Zack, możesz tu pracować, póki nie zbankrutujemy – powiedział. – Choć tak szczerze, to chyba się orientujesz, że są ci pisane większe rzeczy. Prawda?”



Zack to chłopak, który ma wiele problemów ze swoją osobowością. Wychowywał się bez ojca, bo ten zginął, kiedy on miał niespełna rok. Jest to dla niego temat drażliwy, przez co często staje się agresywny. Nie bez powodu nazywają go Zack-Atack. Jedyną jego rozrywką jest symulator lotów Armada, to tam wraz ze swoimi kumplami, spędza swój wolny czas. I jest w tym bardzo dobry. Zajmuje szóstą pozycję w światowym rankingu, a to nie lada wyczyn. Gdyby tylko zaczął myśleć o swojej przyszłości, żeby w końcu chciał dorosnąć i wziąć się za siebie. Ale on woli marzyć i mieć głowę w chmurach. Do czasu, kiedy nagle jego marzenia zaczynają się spełniać. Teraz musi podjąć decyzję, jedną z najważniejszych w swoim życiu.


„Tak prostych obliczeń nawet ja umiałem dokonać. Admirał oświadczył nam właśnie, że leci ku nam sześć miliardów morderczych dronów z kosmosu, które mają nas zmieść z powierzchni ziemi. Nie zanosiło się, że będzie to walka fair – nie po nadciągnięciu drugiej fali.”


Muszę przyznać wielki plus za pomysł na wykorzystanie dronów do wojny z obcymi. Technologia, którą przedstawia nam autor, jest ciekawa i spójna, ale nie nazwałabym ja wielce wyszukaną, czy wyimaginowaną. Oprócz tego „Armada” to nie tylko powieść o walce z kosmitami. To historia nastolatka, który w bardzo szybkim tempie musi dorosnąć i zacząć podejmować samodzielne decyzje. Nie tylko, nie może być jedną z wielu marionetek w tej chorej grze, ale sam musi zacząć pociągać za sznurki. Zabawna i wzruszająca książka, która rozpali serca czytelników. Pokaże pokrętne myślenie człowieka i jego prawdziwą naturę. Na miłość także znalazło się w niej miejsce. I pomyśleć, że to wszystko w jednej lekturze.

Jak w każdej powieści znajdą się także minusy. Akcja powieści najpierw jest zbyt wolna, potem zbyt szybka. Znajduje się w niej wiele schematów, przez co jest bardzo przewidywalna. Samo zakończenie jest dość rozczarowujące. Spodziewałam się czegoś lepszego, a tak jest tylko przeciętne. Książka może wydawać się niedopracowana i w ten sposób traci swoja wartość w oczach czytelnika. Staje się zwykłą młodzieżówką z nastolatkiem ratującym świat, a autorowi raczej nie o to chodziło. Koncepcja była bardzo dobra, choć wykonanie już mniej. Lektura niewymagająca z bardzo prostym językiem, na pewno znajdzie grono swoich fanów, ale ja nie mogę przejść obojętnie przy jej niedociągnięciach. Mimo tych wad historia mi się podobała, ale wiem, że mogłaby być lepsza.
Ernest Cline jest pisarzem, scenarzystą, ojcem i pełnoetatowym maniakiem. Jego pierwsza powieść „Player One”, stała się bestsellerem „New York Timesa” i znalazła się na niezliczonych listach „najlepszych książek roku”. Ernie mieszka w Austin, w Texsasie, wraz z rodziną, ulubionym towarzyszem podróży, DeLoreanem, i bogatą kolekcją klasycznych gier wideo.



Moja ocena: 6/10
Liczba stron: 448
Data premiery: 13 stycznia 2016

Wydawnictwo: Feeria

2 komentarze:

  1. Chyba za dużo technologii jak dla mnie, ale Feeria po prostu szaleje z tymi nowościami! Uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szaleje :) Kocham Feerie i ich książki, same cudeńka ostatnio wydają.. :)
      A co do Armady, może i jest dużo technologii, ale gdzieś się to później gubi, więc może warto spróbować?

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.