piątek, 14 lipca 2017

Kasie West - Blisko ciebie

To już piąta książka Kasie West na mojej półce. „Blisko ciebie” to kolejny tytuł do mojej kolekcji. Moja radość, kiedy ujrzałam go w katalogu, była nie do opisania. Wiedziałam, że muszę ją mieć. Akurat tak się złożyło, że zaczęłam czytać, kiedy miałam bardzo dołujący dzień. A w takim przypadku nie ma lepszego lekarstwa niż lektury tej autorki. Zawsze świetnie poprawiają humor swoją lekkością i zabawnością.

Fantastyczna zimowa wyprawa. Tylko ty i twoje przyjaciółki, no może jeszcze paru kumpli… Co mogłoby pójść nie tak?
Tylko przypadek sprawił, że Autumn, zamiast bawić się dobrze z przyjaciółkami, została zamknięta w bibliotece. I to nie na jedną noc, ale na cały długi weekend. Bez telefonu, bez jedzenia i bez ogrzewania…
Sama w wielkiej opustoszałej bibliotece. Czy mogłoby być jeszcze gorzej? Owszem, tak…
Jednak nie jest sama, ma towarzysza. Dax, to chłopak o nieciekawej przeszłości. Bójki i poprawczak, to jego największa skaza. Jest niebezpieczny, a ona jest na niego skazana.
Początki zawsze są trudne, ale kiedy Autumn i Dax stopniowo się poznają, coś zaczyna między nimi iskrzyć…
Jak jeden weekend może zmienić życie tej dwójki?
Co jeszcze może się wydarzyć, kiedy oni będą zamknięci w bibliotece?


Kolejna niewinna historia, która wzbudza same pozytywne emocje. Ale za nim nastąpi wyczekiwany przez wszystkich happy end, wcale nie będzie tak kolorowo. Wciągająca, lekka, pozytywnie nastrajająca – tak w prosty sposób można opisać „Blisko ciebie”. Nie ważne jakbym podły dzień miała, Kasie West sprawia, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Zapominam o wszystkich swoich problemach, dzięki jej magicznym opowieścią, które są dla mnie odskocznią od codzienności. W takich momentach wszystko nabiera kolorów, już nie ma zwykłej przygnębiającej szarości, a to chyba najważniejsze w każdej tego typu lekturze.


„Książki! Tu wszędzie było pełno książek. Wystarczyłoby chwycić jedną z nich. Zaszyć się w jakimś kącie i czytać, dopóki ktoś mnie nie znajdzie.”


Autumn jest nastolatką, która przejmuje się wszystkim. Nie lubi, kiedy nie ma nad czymś kontroli, bo w takich momentach dostaje ataku paniki. Jej przyjaciele nie wiedzą o jej przypadłości. Ukrywa tę informację przed innymi, boi się, że to mogłoby coś zmienić w ich relacjach. Nigdy im niczego nie odmawia, nieważne, czy ma chęć, gdzieś się wybrać, czy siedzieć w domu, zawsze zgadza się na wszelkie propozycje. A to prowadzi do tego, że często znika z takich imprez… Jej znajomi już się do tego przyzwyczaili i nie żądają od niej żadnych wyjaśnień. Dlatego też, kiedy dochodzi do zbiegu dziwnych okoliczności, nikt nie wraca jej na ratunek…


„-Chciałbyś może zagrać o coś? - zapytałam, patrząc w jego ciemne oczy.
-Ustaliliśmy już, że nic nie masz - odparł.
-Moglibyśmy zagrać o tajemnice. O pytania.”


No i po raz kolejny zakochałam się w książce tej autorki. Nie wiem, jak ona to robi, że każda jej historia, mimo swojej prostoty i przewidywalności, tak urzeka moje serce. Żaden inny autor nie miał takiej mocy sprawczej, aby tak owinąć mnie sobie wokół palca, ale Kasie West tak właśnie zrobiła. Jestem od niej uzależniona i głodna jej kolejnych dzieł. I już nie mogę się doczekać, kiedy pojawi się u nas jej kolejna lektura. Podejrzewam, że będą to naprawdę długie miesiące oczekiwania. Wiem jedno, na Kasie warto poczekać, nawet i choćby miało to trwać długie lata (lepiej jednak nie). Mam też jedno małe marzenie, tak to chyba mogę nazwać — chciałabym także zobaczyć w jej wykonaniu ciut mroczniejszą pozycję, bez happy endu. Jestem ciekawa, jakby odnalazła się w takich klimatach…


„- O co chodzi?
-Powiedziałaś już kiedyś komuś, że ma się zamknąć?
-Nie. Chyba tylko ty tak na mnie działasz.”


Bohaterowie, z którymi mamy przyjemność poznać w tej książce, tak jak w każdej innej spod pióra autorki, są po prostu ludźmi. Prawdziwi, w żaden sposób nieprzerysowani. Moglibyśmy ich spotkać na ulicy. I to najbardziej podoba mi się u Kasie West. Nie koloryzuje, nie ubarwia, nie idealizuje. Zastanawiam się tylko, jak ona to robi, że tak idealnie odzwierciedla dzisiejszych nastolatków. Gdyby nie ten prosty fakt, wątpię, że byłabym tak zachwycona jej twórczością, to już nie byłoby to samo. Chyba już dość tego cukru nic nie robię, tylko słodzę, ale nic na to nie poradzę, że nie potrafię dostrzec żadnych wad w tym tytule. Historia jest, jaka jest, a ja nic bym w niej nie zmieniła.



Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 392
Data premiery: 5 lipca 2017
Wydawnictwo: Feeria Young


5 komentarzy:

  1. Bardzo chciałabym tą książkę przeczytać. Bardzo mnie ciekawi.
    Zostaje na dłużej i zapraszam do siebie :D
    https://gosiaandbook.blogspot.com/2017/07/recenzja-obronca-miosci-sandi-lynn.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero w najbliższych dniach poznam twórczość tej autorki, ale już się nie mogę doczekać. Co prawda, nastolatką nie jestem od dawna, ale... co z tego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślisz, że ja jestem nastolatką? Już dawno mam te czasy za sobą ;)
      Ale my wcale takie stare nie jesteśmy... nasze dowody po prostu kłamią ;P

      Usuń
  3. Niedawno ją czytała i chociaż nie jest to moja ulubiona książka autorki, to jednak bardzo dobrze mi się ją czytało i z całą pewnością jeszcze kiedyś do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tej książki :D Kiedyś na pewno przeczytam ^^

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.