wtorek, 14 kwietnia 2015

Anna Todd - After. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem

Pierwsza część After (recenzja tutaj), wywołała we mnie skrajne emocje, przez co nie mogłam się doczekać kolejnego tomu. Gdy w końcu nadeszła ta chwila i lektura trafiła w moje ręce, byłam podekscytowana jak małe dziecko. Rzuciłam wszystko i zabrałam się za czytanie. Tak długo wyczekiwany moment, w końcu nastąpił. Znów mogłam się delektować tą historią, która podbiła moje serce swoją oryginalnością. Ale czy moje oczekiwania zostały zaspokojone?

Świństwo jakiego dopuścił się Hardin, jest niewybaczalne. Tessa próbuje się pozbierać po upokorzeniu jakiego doświadczyła, a Hardin jej tego nie ułatwia. Nęka ją telefonami i wiadomościami, wszędzie gdzie próbuje się ukryć, on ją tam znajduje. Oboje cierpią i wydaje się, że nie mogą żyć bez siebie. Ale czy Tessa jest w stanie wybaczyć Hardinowi, a on zmienić się dla niej? A może dziewczyna wpadnie w ramiona Zeda, który cały czas kręci się wokół niej? To właśnie Zed wydaje się być tym właściwym facetem, takim jakiego Tessa chciała zawsze mieć i widziała go w Hardinie…  Ale jest jeszcze Trevor, on także nie jest obojętny na wdzięki dziewczyny. Kogo wybierze i jakie będą tego konsekwencje?


„After. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem”, jest pierwszą książką, którą porzuciłam w trakcie czytania dla innej pozycji. Byłam już w połowie lektury i z czystym sumieniem mogłam ją przerwać i wziąć się za inną, oczywiście później do niej wróciłam. Nie miłosiernie mnie irytowała, pierwsza część była fascynacją, druga porażką. Autorka zbyt bardzo odeszła od koncepcji pierwszego tomu, zmieniła namiętność w chorą plątaninę. Schematy trójkątów czy czworokątów, są już zbyt oklepane i myślałam, że w tym przypadku tego nie znajdę. I niestety, nawet odliczałam strony, kiedy ta męczarnia się w końcu skończy. Przy prawie ośmiuset stronach, było to frustrujące, bo w bardzo ślimaczym tępię pokonywałam kolejne kartki.

Mogłoby się wydawać, że Tess już dojrzała i się zmieniła. Nic bardzo mylnego. Dalej jest zagubioną sierotką, która nie umie podjąć żadnej decyzji. Jej pamięć jest bardzo krótka, a rozum bardzo malutki. Do tego czuje się oszukana, zdradzona i rozbita. Poszukuje wsparcia wszędzie tam, gdzie nie powinna. Z grzecznej ułożonej dziewczynki, stała się lekkomyślną idiotką, która najpierw coś robi, a później myśli. Przecież to do niej nie podobne – ona zawsze wszystko planowała. Nie tym razem. Hardin, jak na furiata przystało, dalej daje upust nerwom poprzez bijatyki i alkohol. Jego porywczość przybrała na sile, ale ogromnie cierpi. Jednak to chyba jeszcze za mało, aby się zmienił.

Przez osiemset stron w kółko był wałkowany jeden i ten sam scenariusz. Owszem jest on inny od mojego wyobrażenia, mniej cukierkowy, a bardziej łzawy, ale bardzo denerwujący. Ile razy można mówić jedno i to samo i robić całkiem co innego? To było nudne, nawet brakuje mi określenia, jak to nazwać. Wydawałoby się, że taki scenariusz jest mało realny, jednak wiem, a nawet znam takie przypadki, które są niemal identyczne. Mimo wszystko i tak nie mieści mi się to w mojej głowie, przecież tak nie można żyć, ani ciągnąć tego bez końca. Czasami to prawda, że w tak grubych książkach, nie może być nic dobrego, a jedynie tylko jedno i to samo…

Brakowało mi w tej części dawki emocji, takiej jak dostarczyła mi autorka przy pierwszym tomie. W drugim można wpaść tylko w depresje lub stracić wszystkie włosy na głowie. Pisarka postawiła sobie dosyć wysoko poprzeczkę i nie udźwignęła tego ciężaru. Zbyt mało emocji, nawet zakończenie jej nie wyszło. Poprzednio szokowało, teraz było słabe i bez polotu. Kolejny ciekawy pomysł, który nie został wykorzystany poprawnie. Teraz już nie mam nie odpartej chęci na kontynuację, przeczytam jak będę miała okazje, a może i wcale. Bardzo się zawiodłam, nie tego się spodziewałam. Myślałam, ze będzie to kolejna rewolucja. Niestety, rzeczywistość minęła się z wyobraźnią. 


Moja ocena: 2/10
Liczba stron: 768
Data premiery: 6 kwietnia 2015

Wydawnictwo: Znak

15 komentarzy:

  1. Właśnie jestem w trakcie czytania. Jak na razie mi się bardzo podoba. Zaskoczyła mnie jednak twoja tak niska jej ocena. Zobaczymy co będzie jak przeczytam ją do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskoczyła mnie Twoja niska ocena, szczególnie, że poprzednią część oceniłaś tak wysoko i pisałaś, że nie mogłaś się jej doczekać. Cóż, może kiedyś przeczytam. Pozdrawiam.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz się tak zdarza, że pierwsza część zachwyca, a druga niestety, odstrasza... :(

      Usuń
  3. Czytałam poprzednią część i czytając Twoją opinię pomyślałam: Co? Pierwsza część była genialna, a teraz nie wiem czy kupować kolejną. Może znajdę gdzieś ebooka, aby przeczytać:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co Ci doradzić.. Fakt, faktem możesz być zadowolona albo zniesmaczona... Ciężka decyzja..

      Usuń
  4. Niestety, nie znam jeszcze pierwszej części. Nie jestem w temacie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś zapoznasz się z tą serią :)

      Usuń
  5. Nie wierzę, że ta część jest tak słaba :/ Czytałam pierwszą i nie mogłam się oderwać od lektury. Mam nadzieję, że będę miała okazję zapoznać się z książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie bardziej się spodoba, mnie ta książka męczyła, a w Twoim przypadku może być inaczej :)

      Usuń
  6. A ja wciąż czekam na swój egzemplarz tej książki :) Mimo, że nie ma wielu pozytywnych recenzji to i tak jestem niej bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na opinię, z chęcią zobaczę czy będziemy miały takie samo zdanie :)

      Usuń
  7. Jestem w trakcie czytania drugiej części i... muszę się zgodzić z Twoją opinią. Początek zapowiadał się na prawdę ciekawie, na coś innego, ale parę rozdziałów potem wdarła się taka rutyna (choćby te ciągłe durne kłótnie), że już nie wiem czy czytać dalej. Ach, dla mnie autorka mogła trochę bardziej to pokomplikować w inny sposób :)
    Dominika :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W pełni się zgadzam. Liczyłam, że w drugim tomie zobaczymy proces dojrzewania głównej bohaterki, to jak sobie próbuje poradzić z upokorzeniem i złamanym sercem. I że może kiedyś kiedyś wybacza... Ale tu nie ma nic. Tessa nie ma problemu z tym, jak bardzo została upokorzona, obchodzi ją tylko to, żeby Hardin ją kolejny raz przeleciał... Cały drugi tom to pokaz głupoty głównej bohaterki i tego, jak wygląda patologia w związku. Ciągłe kłótnie o jedno i to samo, ciągła agresja Hardina, i ciągłe teksty Tessy "musimy wszystko wyjaśnić, poukładać". Co ona chce wyjaśniać? Oświećcie mnie proszę, jeśli którakolwiek z Was wie... Bo przecież tego, że jej facet ją w agresji popycha, na przemian trzaska drzwiami i wyrzuca ją z domu, to chyba nie wymaga wyjaśnień? Tessa jest głupia - to mój podstawowy wniosek z drugiego tomu. A najbardziej żałosny moment książki, to bójka pomiędzy nią a Molly o gościa, który przeleciał ją w ramach zakładu. Niżej nie da się upaść. Przepraszam jest jeszcze jedna żałosna scena: błaganie Tessy, żeby Zed nie składał doniesienia na jej chłopaka... Nie ważne, że Hardin mógł zabić Zeda… Podstawowa kwestia to, to co ona by bidulka zrobiła, gdyby Hardin siedział za kratkami, a ona musiała sama spać w nocy? Przecież ona nie może bez niego żyć... Trzeba więc, nieważne jakim kosztem, załatwić, żeby chłopak nie musiał ponosić konsekwencji. W końcu Hardin ma takie piękne tatuaże i w ogóle cały jest taki śliczny, że nikt nie może go krytykować. Przecież to zawsze wina Tessy, że on miał zły humor. Swoją drogą, czy ona go przeprosiła za to, że przez nią się zdenerwował i prawie zabił Zeda? Nie? To może w trzecim tomie będzie 800 stron na ten temat.

    Ironizuję, ale drugi tom tego cyklu to dla mnie opowieść o głupiej dziewczynie, która chyba nigdy mądra nie była. Wiem, że miłość ogłupia, przeżyłam nie jedną, ale są granice upokorzenia. Żal się czyta, jaką postacią stała się główna bohaterka. Żal, że upadła tak nisko. Żal, że nie potrafi wybaczyć własnej matce tego, że nie powiedziała jej, że ojciec wrócił do miasta, ale wybacza facetowi, który pokazywał dowód utraty jej dziewictwa swoim kumplom, by udowodnić, że przespał się z nią w ramach zakładu. Żal, że pozwala, by jej facet odnosił się wulgarnie do jej matki, do której powinien mieć chociaż odrobinę szacunku.

    Hardin to patologia, a Tessa to idiotka. Wbrew pozorom to dobrze, że są razem: szkoda byłoby mądrzejszej dla niego. I szkoda byłoby porządnego Noaha czy Trevora dla Tessy, która staje się wyzbytą zasad laską naparzającą byłe dziewczyny swojego chłoptasia na pijackich imprezach.

    Plus miłościwi Ken i Karen, którzy na wszystko patrzą z uśmiechem. „To nic synu, że rozwaliłeś kolejny mebel w moim domu”. „Wyjdziemy z Karen, żebyście mogli się w naszym domu poawanturować bez obecności właścicieli” etc. To naprawdę żenujące. Plus jeszcze bożonarodzeniowa kolacja w zestawie: ojciec, nowa żona, stara żona nie widziana od 15 lat i syn agresor. Najważniejsze, że kupili dla siebie prezenty – to takie miłe. A że obili sobie twarze przy okazji? To przecież wina Tess, bo to ona się zgodziła na tę kolację. Więc to nie Hardin jest winny, że walił pięściami po ojcu, Zedzie i innych. On jest przecież taki biedny… To wina Tess, bo za rzadko mu mówiła, że go kocha. Albo mówiła to tak, że nie zrozumiał… Biedactwo. Musi tak przez nią cierpieć.

    Tess to naprawdę idiotka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej bym tego nie ujęła :) Dlatego nie śpiesz się aby sięgnąć po kolejny tom. Jakoś nie chce mi się tego czytać po raz kolejny, bo wątpię, żeby było tam coś innego niż teraz, przecież ich "związek" polega tylko na seksie, kłótniach i rozstaniach...

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.