poniedziałek, 21 września 2015

Dariusz Krzywdziński - Brunatne sekrety

To już moje drugie spotkanie z autorem. Pierwsza książka, będąca jego debiutem literackim, była przeciętna. Zaś druga, zapowiadała się całkiem ciekawie. Obawy jednak pozostały, że mimo zachęcającego opisu, lektura nie będzie dla mnie satysfakcjonująca. Nie byłam pewna czego mogę się spodziewać, bałam się, że będę zgrzytać zębami, obgryzać paznokcie lub wyrywać włosy z głowy podczas czytania. Pomimo tak wielu wątpliwości przełamałam się i zaczęłam zapoznawać się z lekturą.

„Połączenie tajemniczej i mrocznej zagadki z przeszłości oraz współczesnej gonitwy za czarnymi charakterami odnajdziesz w powieści Dariusza Krzywdzińskiego „Brunatne sekrety”. płaszczyzny czasowe, dwie zaskakujące historie, dwoje przyjaciół, którzy odnajdują się po latach – to tylko niewielka część fabuły tej wciągającej i zaskakującej powieści. Czytając „Brunatne sekrety”, nie sposób się nudzić – wciągnie cię nie tylko historia bohatera, który pracując jako dziennikarz śledczy, chce zdemaskować grupę przestępczą, której działalność rozpościera się na kilka krajów europejskich. W przeszłość przeniesie cię bowiem niesamowita historia, której źródło sięga II wojny światowej. Rozwiązywanie zagadek, zarówno tych z przeszłości jak i tych teraźniejszych, sprawia, że po latach kontakt nawiązuje dwoje kolegów z liceum – Andrzej Nowak – z wykształcenia historyk, na co dzień dziennikarz gazety wydawanej na Pomorzu oraz Janek Miller – policjant z berlińskiej grupy rozpracowującej zorganizowaną działalność przestępczą. Łącząc siły, postanawiają rozpracować nie tylko to, nad czym pracują zawodowo. Sprawa sprzed kilkudziesięciu lat tak ich intryguje, że postanawiają zabrnąć w nią głębiej. Co wytropią wspólnymi siłami? By się tego dowiedzieć, warto sięgnąć po tę wciągającą i wartką powieść.”


Czy był płacz i zgrzytanie zębami? Nie, ale mam wiele do zarzucenia tej pozycji. Na początek zacznę od tej pozytywnej strony. Autor miał ciekawy pomysł, który intryguje i pobudza wyobraźnie czytelnika. Siatka powiązań, manipulacje i tajemnice z każdą stroną, stawały się coraz ciekawsze. A sama ostatnia strona rozpędza trybiki w głowie do granic ich możliwości. Tego się nie spodziewałam i tak się zastanawiam, czy pisarz ma zamiar napisać jakąś kontynuację tej historii. Przynajmniej wszystko na to wskazuje.

Andrzej jest pracoholikiem. Jak już dorwie temat na artykuł, to nie ma mocnych, nic go od tego nie oderwie. Pracuje także pod dużą presją, a samo ryzyko zawodowe wydaje się przerażające i odstraszające. Niestety, ale przez to wszystko zapomniał o rodzinie i swojej pasji. List od dziadka, to kolejny impuls do działania. Szansa na kolejny temat, a z tego nie potrafi zrezygnować, choć nic nie ma w tym pewnego. A Jan, mimo swoich obowiązków, pomaga mu w tym wszystkim. Oboje są do siebie bardzo podobni, jak i z charakteru, tak i z uporu.

Książka sama w sobie nie jest zła, ale brakuje jej dopracowania i większej troski. Niestety, pojawiło się wiele błędów. Zgubione spójniki, przyimki czy zaimki. Nie wspominając już o myleniu imion, co wprowadza dezorientację u czytelnika, czy błędy logiczne. Czasami aż oczy bolały od tego wszystkiego. I nie sądzę, że jest to wyłączna wina korektora. Autor również powinien poświęcić swój czas na wyłapanie podstawowych błędów. Sama fabuła, również potrzebuje rozbudowy. Niby wszystko gra, ale jak na taką skalę, jaka jest przedstawiona czytelnikowi, czegoś w tym wszystkim brakuje.

Akcja toczy się w trzech europejskich krajach. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jakby choć raz pojawiła się wzmianka o języku, którym się porozumiewali. Mały szczegół, dość ważny, a został pominięty. Rozumiem, że granic państwowych nie ma, ale bariery językowe pozostały. Na samym początku brakowało naprowadzenia czytelnika na miejsce, w które wybierał się bohater. Musiałam domyślać się sama, o której granicy jest mowa lub w którą stronę bohater jedzie. A wystarczyłoby dodatkowe zdanie. Chaos i dezorientacja, inaczej nie można tego określić. Zakończenie, oprócz ostatniej strony, nie dostarcza wielu informacji. Zdawkowy opis przebiegu sprawy i nic więcej. A liczyłam na coś lepszego.

Jak sami widzicie, zabrakło w tym wszystkim dopracowania. Szkoda, bo książka mogłaby być naprawdę dobra, a tak została zepsuta. Sam pomysł nie wystarczy, aby resztę uratować. I tak na samo zakończenie dodam, że zabrakło mi informacji ile jest w tym prawdy, a ile fikcji. Moim zdaniem jeśli miesza się w książkę historię, która wydarzyła się naprawdę, to powinno się taką informację zamieścić. Później ciężko oceniać, nie wiedząc, co jest autentyczne, a co nie.



Moja ocena: 3/10
Liczba stron: 196
Data wydania: 15 czerwca 2015

Wydawnictwo: Psychoskok  

6 komentarzy:

  1. Dzięki za ostrzeżenie przed ksiażką! Jeszcze bym się na nią skusiła i co by było... ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co! To mój obowiązek ;)

      Usuń
  2. Nie, naprawdę, tak zniszczyć książkę...Nie będę zwracać na nią uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Brunatne sekrety" kojarzy się z zaschnięta krwią, co nie? Niecierpię kiedy w ksiązce mylone sa imiona postaci, albo strona językowa kwiczy i kuleje. Tak, to jest w stanie mnie zniechęcić do czytania!

    Pozdrowienia od Książniczki z Po drugiej stronie książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniechęcić? To zbyt słabe słowo.. Musiałabym użyć "łaciny", aby wyrazić to, co bym chciała przekazać, odnośnie tej książki...

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.