piątek, 15 sierpnia 2014

Klaudia Kopiasz - W głąb lawendowych uliczek

Ostatnimi czasami dość dużo, nowo wychodzących książek, w swoim tytule ma nawiązanie do lawendy. Nie wiem dlaczego tak jest, może to jakiś chwyt marketingowy, a może zwykły zbieg okoliczności. Jednak przez to wszystko, podeszłam do tej lektury z dużym dystansem. Pewnie zastanawiacie się, co wyszło z takiego podejścia, być może, także zastanawiacie się, czy nie jestem przewrażliwiona. Zaraz o wszystkim się przekonacie.

Olivier, młody Amerykanin, który wiecznie podąża za wielką karierą i pieniędzmi. Pewnego dnia spacerując po alei, trafia do małej księgarni, prowadzonej przez pewnego Włocha Giovanni’ego. Pierwotnym celem, udania się do tejże księgarni, była chęć przeczytania książki, ale lektura, którą wybrał mu Włoch, niesie za sobą o wiele więcej. Chłopak porzuca swoje dotychczasowe życie i wyrusza na poszukiwanie autorki i swojej prawdziwej miłości. Podąża drogą, którą podążała autorka. Czy odnajdzie to czego szukał? Czy uwierzy, że prawdziwa miłość istnieje?


Autorzy w różnym stopniu zachwycają swoją twórczością. Dużym plusem jest to, że autorka jest Polką, a bardzo cenię sobie polskich autorów. Uwielbiam poznawać, naszą rodzimą literaturę i wielokrotnie się zdarza, że jest ona lepsza od tej zagranicznej, którą większość uwielbia. Jednak w tym przypadku nie odczułam głębokiego zachwytu, czytając tą pozycję. Rozumiem koncepcję autorki, która miała na celu z wizualizowanie nam każdego obrazu, miejsca, a nawet smaku, niestety, po pewnym czasie było to męczące i zagmatwane, jednym słowem było tego za dużo. Choć muszę przyznać, że w niektórych momentach ciekła mi ślinka na opisywane potrawy, a opisywane krajobrazy były przepiękne.

Olivier, który jest tu głównym bohaterem, w pewnym momencie zaczyna poszukiwać swojego sensu życia. Rozważa istnienie prawdziwej miłości, bo jedyną jaką zna to tą zrodzoną z pożądania. Związek, który tworzy ze swoją dziewczyną, na pewno nie można nazwać miłością, a takie związki nie mają szansy przetrwania. Dlatego nie dziwi mnie jego fascynacja książką, ani to, że tak radykalnie zmienia swoje życie. Jest to bardzo odważny krok, jednak nie zawsze słuszny. Nie każdy zdecydowałby się na rzucanie pracy, mając dobre stanowisko i wysoką pensję, co innego porzucenie dziewczyny, tą zawsze można zastąpić inną

Muszę przyznać, że lekturę czyta się dosyć szybko, o ile nie rzuci się książką w kąt. Jest niewymagająca, choć czasami bardzo irytuje. Duża ilość opisów, po pewnym czasie męczy czytelnika. To co próbowała przekazać autorka jest zrozumiałe, bo opisy przemawiają do naszych zmysłów i wyobraźni, jednak na dłuższą metę, taki poziom nasycenia, daje przesyt. Objawia się to całkowitym mętlikiem i małą przyswajalnością czytanego tekstu. Ze względu na ten przesyt informacji, który występuje podczas czytania, nie mogę stwierdzić, że można zrelaksować się przy lekturze. Nie mogę stwierdzić, że lektura jest wciągająca i nie da się o niej zapomnieć, bo jest wręcz przeciwnie. Bynajmniej, taj się działo w moim przypadku.

Kolejnym minusem był wątek poszukiwań, całkowicie zagubił się w tych wszystkich opisach. Główny bohater dużo stracił ze swojej osobowości, bo mimo że cały czas jesteśmy świadkami zmian jakie w nim zachodzą, to niestety, ale trzeba wszystkiego się domyślać. Samo zakończenie książki było bardzo przewidywalne, co w tym przypadku nie jest niczym dziwnym.

Trzeba przyznać, że autorka miała dobry pomysł, którego do końca nie wykorzystała. Sam początek był bardzo zachęcający, ale cała reszta została niedopracowana i nieprzemyślana. Lubię czasami przeczytać pozycję z tego gatunku, jednak muszą mieć to „coś w sobie”, co mnie wciągnie i porwie. Czegoś takiego mi zabrakło, przez co lekturę męczyłam aż cztery dni, a przecież ma niespełna sto osiemdziesiąt stron. Dla mnie to wręcz zbrodnia.

Klaudia Kopiasz to szesnastoletnia dziewczyna, która urodziła się w Bielsku-Białej. Młoda, początkująca pisarka i z zamiłowania podróżniczka. Swoją przygodę z literaturą rozpoczęła w wieku 11 lat. Zadebiutowała powieścią "W głąb lawendowych uliczek". Wcześniej, ze względu na jej młody wiek, zostały wydane trzy bajki, jej autorstwa, nagrodzone w konkursie "Chcecie Bajki...Oto Bajka" oraz opowiadanie, pt. "Toskańskie co nieco" zamieszczone w Antologii Klubu Młodych Pisarzy 2014. Klaudia uwielbia podróże, gotowanie, kulturoznawstwo, interesuje ją także kierunek public relations. Posługuje się trzema językami obcymi - angielskim, niemieckim, francuskim.
Źródło: autorzy365.pl


Moja ocena: 4/10
Format: e-book (pdf)
Liczba stron: 176
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Psychoskok


14 komentarzy:

  1. Już zauważyłam, że cenisz polskich autorów ;) co jest rzadkie wśród czytelników. Ja mam jeszcze z tym problem - zwłaszcza jeśli chodzi o młodych autorów jak ta dziewczyna. Cóż, z pewnością po tę książkę nie sięgnę;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię naszych rodzimych autorów, ale nie będę im słodzić, jeżeli mi coś się nie podoba... Nasi autorzy nie mają takiej szansy przebicia, jak Ci zagraniczni i jak my im nie pomożemy zaistnieć na naszym rynku, to odejdą w zapomnienie...

      Usuń
    2. Masz rację. A z drugiej strony, odnoszę wrażenie, że wszystko co zagraniczne, od razu staje się bestsellerem, nie trzeba się nawet wysilać, by coś fajnego napisać. W Polsce o to trudniej, ale jak już coś z naszej literatury stanie się bestsellerem, to wiemy przynajmniej, że słusznie ;)

      Usuń
    3. I tu masz rację :) Jednak, nasza literatura, nie ma szans przebicia za granicą i to jest najgorsze w tym wszystkim :(

      Usuń
  2. http://www.prosteprzecinki.pl/przecinek-przed-mimo-ze-mimo-iz :) mały błąd Ci się wkradł :)
    Nie wiem czy wydawanie książek w tak młodym wieku to dobry pomysł, szesnaście lat, to mimo wszystko dość mało, człowiek nie ma jeszcze tak rozwiniętej emocjonalności, właściwie nic nie przeżył, więc to taki skok na głęboką wodę...


    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja kocham przecinki :) Zawsze mam z nimi problem...

      Usuń
    2. Nie tylko Ty ^^ Ale akurat te sformułowanie zapamiętałam, że tak, a nie inaczej daje się tam przecinek :D Więc zwróciłam uwagę :D

      http://dzikie-anioly.blogspot.com/

      Usuń
    3. Dziękuję bardzo :) To bardzo pomocne jest :)

      Usuń
  3. Widzę, że słaba ocena...No cóż, wolę poświęcić ostatnie chwile wakacji temu, co mnie bardziej usatysfakcjonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w mój gust lektura nie trafiła :( Szkoda, bo fajnie się zapowiadała...

      Usuń
  4. Z chęcią sięgnęłabym chociażby ze względu na sam fakt posiadania w tytule lawendy, ale po Twojej recenzji widzę, że mogłabym się zawieźć. No cóż, raczej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma różny gust... Niestety, ale w mój gust nie trafiła :(

      Usuń
  5. Jak dla mnie fabuła brzmi mało ciekawie, a jeśli jeszcze piszesz, że autorka przesadziła z opisami to tym bardziej książka nie dla mnie. Tak jak wspomniała koleżanka wyżej nie uważam, żeby wydawanie książek w tak młodym wieku było dobrą decyzją. Większość z jakimi się spotkałam była słaba lub bardzo słaba. Także nawet jeśli Twoja ocena byłaby wyższa wątpię, że zaryzykowałabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz każdy chce coś napisać i wydać, dlatego tak ciężko znaleźć coś dobrego na naszym rynku :( Młode osoby, niestety, ale nie zawsze mogą podołać zadaniu...

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.