„Bungou Stray Dogs – Bezpańscy Literaci” to tytuł, na który
przez przypadek zwróciłam uwagę. Wydał mi się dość ciekawy, agencja
detektywistyczna, mafia, a wspominałam już, że przez przypadek przeczytałam
opis drugiego tomu, zamiast pierwszego. Dlatego, kiedy tytuł do mnie
przywędrował, byłam ciut zdziwiona i zagubiona. Dopiero gdy uświadomiłam sobie
swoją głupotę, zaczęłam się sama z siebie śmiać. No tak, czasami jestem
zakręcona, nawet bardzo, ale takie coś zdarzyło mi się po raz pierwszy. Nie
mniej jednak pełna optymizmu zabrałam się za czytanie. Co z tego wynikło?
Atsushi Nakajima został wyrzucony z sierocińca, po
dwutygodniowej tułaczce trafia do Jakohamy. Tam ratuję niedoszłego samobójcę,
który tym faktem jest oburzony.
Uratowany, który targnął się na swoje życie, okazuje się być
członkiem organizacji zwanej Zbrojną Agencją Detektywistyczną.
Pracuje nad sprawą ludożerczego tygrysa, który terroryzuje
od jakiegoś czasu okolicę.
Tylko co Atsushi ma wspólnego z tym tygrysem i dlaczego
narwany detektyw, wplątał go do śledztwa?