środa, 3 maja 2017

Masasumi Kakizaki - Green Blood t.2

Przyszedł czas na drugi tom „Green Blood” i nie będę kłamać, ale mimo że leżał na moim parapecie, nie miałam wolnej chwili, aby się za niego zabrać. Minęło sporo czasu, odkąd czytałam pierwszą część, a natłok obowiązków nie pozwalał mi, bym mogła spędzić czas na spokojnej lekturze. Jednak majówka była idealnym momentem na spokojny odpoczynek i nadrabianie czytelniczych zaległości. Mimo rozbierającej mnie choroby znalazłam w sobie siły, bym mogła, choć na chwilę zapomnieć o wszystkim, nawet o tym cieknącym nosie i bolącej głowie. Bo dobra manga to jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej.

Kiedy od jednej decyzji zależy cała twoja przyszłość, nie możesz już cofnąć się przed niczym…
Proste zlecenie wystarczy tylko pociągnąć za spust i zostanie wykonane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby to zrobić. Ale to tylko złudzenie…
Grim Reaper musi podjąć decyzję. Pociągnąć za spust, czy jednak odpuścić sobie zlecenie. W świecie, w którym prawo nic nie znaczy, przetrwają tylko najsilniejsi i ci, co nie mają nic do stracenia. A on ma jeszcze brata, którego za wszelką cenę chce chronić…
Jaką decyzję podejmie Brad?
Czy Luke dowie się, kim jest jego brat?
Jaki wpływ na chłopaka będzie miała decyzja jego starszego brata?
Wojna zbliża się wielkimi krokami…


Wystarczy otworzyć tę mangę, aby zakochać się w jej kresce. Rysunki są przepiękne i nie można oderwać od nich wzroku. To tylko jedna z zalet tego komiksu. Fabuła również jest ciekawa i wzbudza wiele emocji, przynajmniej w moim przypadku. Nie spodziewałam się, że za tak niepozorną okładką może kryć się, coś tak fantastycznego. Mam nieodparte wrażenie, że ta drobna pomyłka była dobrym zrządzeniem losu (o tym już pisałam w recenzji pierwszego tomu, więc nie będę się powtarzać, polecam zajrzeć TUTAJ, jeśli nie wiecie o co chodzi), inaczej nie wiem, czy kiedyś zapoznałabym się z tym tytułem. A to byłby wielki błąd z mojej strony. Nie mniej jednak nie ma co się nad tym roztrząsać, w końcu mogę się spokojnie oddawać lekturze, w której mam wszystko, czego potrzebuję.

Brad stoi przed ogromnym wyborem, choć każda decyzja, którą by nie podjął, może doprowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji. Można powiedzieć, że jest między młotem i kowadłem. I w odpowiednim momencie, będzie musiał poświęcić wszystko, co do tej pory udało się mu zbudować z tych kruchych fundamentów. Luke nadal jest nieświadomy tego, czym zajmuje się jego brat. Jego życie wciąż jest ciche i spokojne. Jednak już niedługo wszystko może się zmienić. Wystarczy tylko kilka niekorzystnych decyzji, aby wplątać go w ten mroczny świat bez jego zgody. Czy będzie na tyle silny, aby nie utonąć w nim? A może Brad uratuje go, za nim wpadnie w jego sidła?

Nigdy nie przepadałam za westernami, delikatnie mówiąc, omijałam je szerokim łukiem, no chyba, że trafiła się jakaś parodia, która wpasowała się w me gusta. Dlatego jest to dla mnie zadziwiające, że ten tytuł tak mną zawładnął. Jestem pod jego urokiem i nawet nie jestem w stanie zaprotestować, wręcz przeciwnie wciąż chcę więcej. A to już dla mnie jest bardzo dziwne. Owszem manga posiada wszystkie czynniki, które przyciągają mnie to tego typu tytułów. Nie jest przesłodzona, jest brutalna, krew się leje litrami, a ja uwielbiam ten stan, kiedy dostarczam sobie mocnych wrażeń. Uwielbiam tę adrenalinę, krążącą po moich żyłach. A „Green Blood” daje mi tą upragnioną dawkę emocji, której tak bardzo potrzebuję.


„Green Blood” może nie posiada jakiejś niesamowicie zaskakującej fabuły, wręcz wciąż ociera się o utarte schematy, ale ma to coś w sobie, co przyciąga czytelnika. Ma wiele atutów, którymi przysłania swoje wady, przez co stają się niezauważalne. A to już jest nie lada wyczyn. Dzięki temu nie można powiedzieć, że manga jest tylko przeciętna. Bardzo dobrą bym jej nie nazwała, ale dobra to określenie, które pasuje do niej idealnie. Leniwe popołudnia z tym komiksem na pewno będą o wiele przyjemniejsze niż wszechogarniająca nuda, przez którą człowiek nie ma co ze sobą zrobić. Dlatego ja w tym momencie od razu postaram zabrać się za kolejną część, aby umilić sobie czas.



Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 192
Data premiery: 30 grudnia 2015
Wydawnictwo: J.P.Fanstastica       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.