czwartek, 25 maja 2017

Sui Ishida - Tokyo Ghoul t.10

Dziesięć tomów „Tokyo Ghoul” już za mną. Za każdym razem, kiedy sięgam po tę mangę, wkraczam w fascynujący, ale bardzo brutalny świat. Do tej pory nie było tak, żebym zawiodła się na tym tytule. Co oczywiście bardzo mnie cieszy. Rzadko się zdarza, żeby moja fascynacja jakąś serią trwała tak długo, przynajmniej jeśli chodzi o książki, zawsze coś w pewnym momencie musi się zepsuć, a ja czuje tylko gorycz porażki i zniechęcenie do dalszego czytania. Jednak w tym przypadku jest inaczej i zastanawiam się, ile jeszcze to potrwa, w szczególności, że seria ma kontynuację, której najbardziej się obawiam…

Kaneki poszukuje doktora Kanou. Wraz ze swoją drużyną trafia na jego trop…
Jest coraz bliżej odkrycia prawdy.
Na jego drodze stają ghule z Aogiri, a także tajemniczy zbieg z Cochlei…
A także jednookie ghule…
Kaneki nie mogąc poradzić sobie z nowym przeciwnikiem, pragnie stać się silniejszy!
Co zrobi, aby tego dokonać?
Jednak kiedy światło się zapala, zszokowany Kaneki widzi Rize…


Czy tylko ja mam takie wrażenie, że każda kolejna część „Tokyo Ghoul”, wprowadza do fabuły coraz to więcej zawiłości? Akcja wciąż się zagęszcza, a tu zbliża się zakończenie pierwszej serii. Świat stał się bardziej rozbudowany i wciąż nie mogę wyjść spod wrażenia tego tomiku. Momentami nie nadążałam z przyswajaniem wszystkich informacji, musiałam na chwile odkładać lekturę, żeby ochłonąć. Uwierzcie mi, że pewne kwestie mimo pozornego rozwiązania, pozostawiły we mnie wiele pytań. A zakończenie, no cóż, mogę o nim powiedzieć… ostatni rozdział wprawia w osłupienia. Brak mi po nim słów. Ciężko mi to opisać, co w tamtym momencie czułam. Szok i niedowierzanie to zdecydowanie za mało.

Jednookie ghule są silniejsze niż te zwykłe. Wciąż o nich jednak brakuje informacji. Na ten moment wiadomo, że mogą powstać w przypadku przeszczepienia worka Kakuhou. Nie mniej jednak wydaje się, że nie wszystkie takie przeszczepy mogą się udać. Taka loteria, przecież zawsze biorca może odrzucić to, co nie należało wcześniej do niego. Zastanawiający jest fakt, czy jest możliwość urodzenia żywego dziecka, którego rodzicami byłby ghul i człowiek. Na ten temat była już wzmianka, że byłoby to niemożliwe, może po prostu nigdy nie słyszano o takim przypadku… W każdej legendzie musi być jakieś ziarnko prawdy.

Nasz główny bohater zaczyna mnie przerażać. Owszem, czekałam na jego przemianę, która niezmiernie mi się spodobała, ale po tym tomiku zastanawiam się, czy faktycznie jest z nim wszystko w porządku. Zdaję sobie sprawę, że tortury musiały wywrzeć na nim jakiś wpływ, jednak wcześniej stwarzał pozory w miarę normalnego chłopaka, który zaakceptował swoja nową naturę, a teraz ewidentnie jest z nim coś nie tak. I tak się zastanawiam, do czego będzie jeszcze zdolny, żeby dopiąć swego. Jak daleko posunie się w tym swoim nagłym i jakże szokującym obłędzie? Naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć. Jestem w kropce.

„Tokyo Ghoul” jest niczym kolejka górska, która pędzi z zawrotną prędkością. Nie sposób się nudzić przy tym tytule. Mimo tylu części wciąż potrafi zaskakiwać. Czasem bardziej, czasem mniej, ale jednak wciąż wywiera niemałe wrażenie na czytelniku. Moja fascynacja wciąż jest podsycana, a ja nie mogę się temu oprzeć. Pokochałam ten świat wykreowany przez autora, który posiada tak wiele zagadek do tej pory jeszcze nierozwiązanych. Jestem ciekawa, jak zostanie rozwinięta akcja z ostatniej strony, bo w tym momencie potencjał posiada ogromny i oby nie został zmarnowany. A tego obawiam się najbardziej, choć jeszcze do tej pory się nie zawiodłam, to obawy zawsze pozostaną.




Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 216
Data wydania: 15 październik 2016
Wydawnictwo: Waneko
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.