poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Sui Ishida - Tokyo Ghoul t.4

Każdy z nas posiada swoje ulubione tytuły, którym nie można się oprzeć. Do tego grona na mojej liście, właśnie dołączył „Tokyo Ghoul”. Trochę to trwało, zanim go do niej dopisałam, a wszystko przez to, że chciałam mieć co do niego stuprocentową pewność. Na ten moment nie ma już żadnych wątpliwości, że zasłużył sobie, aby być tam wpisanym. Tym samym ląduje na mojej półce chwały, ostatnio nie pojawia się tam zbyt wiele nowych tytułów (tylko zapomniałam, że najpierw muszę kupić nowy regał, trudno coś się wymyśli). A czym sobie zasłużył na ten „zaszczyt”? Sami się przekonacie o tym w dalszej części tej recenzji.

Kaneki po walce z inspektorami, wciąż się jeszcze nie otrząsnął, za to wieść o nim już się rozniosła. Stał się „sławny” w świecie ghuli. Wszyscy o nim mówią i są podekscytowani jego sukcesem. Z pozoru życie wraca do normy, ale…
W Anteiku pojawia się Tsukiyama, zwany też Smakoszem…
Oczarowany zapachem Kanekiego, próbuje się z nim zaprzyjaźnić...
To szansa dla niego, aby zdobyć pewną informację, która jest mu potrzebna, żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się tej feralnej nocy, dlaczego doszło do wypadku i dlaczego stał się ghulem.
Takiej okazji nie można zmarnować…
Co planuje Smakosz?
Jaki jest jego cel?


Po wydarzeniach z poprzedniego tomu ten rozpoczyna się dosyć spokojnie. Można rzec, że sielanka trwa. Jak złudne jest to wrażenie, autor to taki chochlik, który uwielbia wyprowadzać czytelnika w pole, żeby zaatakować go wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewa, niby przygotowuje na to, co ma się zdarzyć, ale i tak w jego wykonaniu jest to zaskakujące. Może jestem masochistką, ale mnie się to podoba. Mam przy tym niezłą zabawę, a poziom adrenaliny w mojej krwi gwałtownie wzrasta, a to takie przyjemne uczucie. Przynajmniej fabuła nie jest nudna, ciągle coś się dzieje i to nie koniecznie w pozytywnym sensie. Kaneki nie ma lekko.

Smakosz — ghul, który tak naprawdę nazywa się Shuu Tsukiyama. Jak na smakosza przystało, jest wybredny, co do swoich posiłków. Nie zadawala się zwykłym zaspakajaniem swoich potrzeb. Ze starannością wyszukuje swoją kolejną ofiarę. Przynależy także do klubu zrzeszającego osoby o takim samym upodobaniu jak on. Uwielbia nowe smaki, a inne ghule (te normalne) wolą unikać jego towarzystwa. Niektórzy mówią o nim, że zbyt bardzo chce się upodobnić do ludzi, tym swoim upodobaniem do „wyszukanych dań”. Przerażający ghul o dziwnym usposobieniu, największe utrapienie XX dzielnicy. Jest jak magnes na kłopoty, gdyby nie on, życie ghuli byłoby o wiele łatwiejsze. Przynajmniej nie zwracaliby na siebie takiej uwagi.

Cały czas zadziwia mnie naiwność Kanekiego. Chodząca fajtłapa, która niekoniecznie logicznie myśli, nawet nie potrafi połączyć zwykłych prostych faktów. Czy on w końcu przejdzie jakąś zauważalną przemianę, bo jak na razie to zaczyna mnie irytować, znudził mi się ten grzeczny chłopczyk, który tylko od czasu do czasu próbuje coś pokazać. To taki bohater, którego zawsze trzeba ratować z opresji. Rozumiem, że dopiero wszystkiego się uczy, ale nie wykazuje zbytnio większej woli, aby jakoś inaczej to wyglądało. Chyba będzie mu potrzebna terapia szokowa. Chwilowo na zmiany się nie zapowiada i będę musiała to jakoś przecierpieć. Tak szybko to ja się nie poddam. Oby tylko było warto…

Czwarty tomik jest ciut inny niż pozostałe. Przede wszystkim jest skupiony na świecie ghuli. Mamy chwilę odpoczynku od inspektorów BSG, choć emocje po ostatnich wydarzeniach, w których brali udział, jeszcze nie opadły. Pojawiają się nowi bohaterowie, a także ponownie zostają nam przybliżone sylwetki tych już nam znanych postaci. Dowiadujemy się też kilku istotnych szczegółów na temat podejścia ghuli do ludzi. Oczywiście mowa tu o kilku osobach, a nie o wszystkich przedstawicielach tego gatunku, nie wszyscy przecież myślą tak samo. Nie mniej jednak jest to zastanawiające i daje czytelnikowi do myślenia. Widzimy tę lepszą stronę tego świata, możemy się z nim utożsamić i lepiej zrozumieć panujące w nim zasady. Ale wciąż pozostaje wiele spornych kwestii…



Moja ocena: 8/10
Liczba stron: 192
Data premiery: 19 października 2015
Wydawnictwo: Waneeko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.