środa, 19 kwietnia 2017

Przedpremierowo: Suzanne Young - Dzikie serca

„Dzikie serca” to kolejna wiosenna propozycja od Wydawnictwa Feeria Young. Tytuł mnie intrygowała, nawet bardzo, w szczególności, że już wcześniej się spotkałam z twórczością autorki i bywało z nią różnie. Wystarczy popatrzeć na moje recenzje serii Program (00, 05, 1, 2). Dlatego też byłam przekonana, że lektura albo będzie denna, albo niesamowicie mnie zaskoczy. W duchu się modliłam, abym jednak była nią zachwycona. A co najbardziej zdziwiło mnie, gdy książka do mnie przywędrowała, to jej rozmiar. Byłam przygotowana na grube tomiszcze, a dostałam nieco ponad 250 stron. Jedno dla mnie było pewne, jakby na to nie patrzeć, pozycja od samego początku była wielką zagadką.

Jak wygląda piekło? To pytanie codziennie zadaje sobie Savannah, w szczególności, że jej życie jest już piekłem na ziemi…
Savannah kiedyś była zwykłą beztroską nastolatką, teraz mierzy się z problemami, które ją przerastają. Jest z nimi sama i w nikim bliskim nie ma oparcia. Desperacko próbuję zatrzymać przy sobie brata, którego chce jej odebrać ciotka. Matkę już straciła, ojca pogrążonego w alkoholowych oparach również. Został jej tylko mały braciszek, którego za nic w świecie nie zamierza nikomu oddawać, choć wymaga o wiele większej opieki niż jego rówieśnicy.
Przy swoim boku ma tylko dwójkę przyjaciół, którzy również znikają pochłonięci swoimi problemami.
Została sama, choć jest jeszcze Cameron, chłopak z jej klasy, który chce przebić się przez jej skorupę. Tylko ona nie zamierza na to pozwolić. Nie zamierza wpuścić go do swojego życia choćby na milimetr. Czy to słuszna decyzja?
Demony przeszłości o niej nie zapominają, to spotkanie może być bolesne, nie tylko dla Savannah…



Nie spodziewałam się tak przepięknej historii. Jest mocna, refleksyjna i przesiąknięta uczuciami. Nie można tak po prostu o niej zapomnieć. Już nie pamiętam, kiedy wylałam tyle łez, czytając książkę. Spodziewałam się wszystkiego, lecz nie czegoś takiego. Niesamowita książka od autorki, która cały czas potrafi mnie zaskoczyć, w każdy możliwy sposób. Choć patrząc na „Dzikie serca”, a na serię Program, nigdy w życiu bym nawet nie pomyślała, że to wyszło spod pióra tej samej pisarki. To tak jakby Suzanne Young przeszła całkowitą przemianę, poczynając od stylu, a kończąc na najdrobniejszych błahostkach zawartych na stronach tej powieści. Po raz pierwszy w swojej czytelniczej karierze spotykam się z czymś takim.


„Twarz mnie zaczyna mrowić, prawie tak, jakby pytał, czy się z nim umówię, choć tego akurat nie mówi. I nie chciałabym, żeby to zrobił.
            Nie – odpowiadam. - Nie mam chłopaka. Ostatniego dźgnęłam.”


Savannah to dziewczyna, która według grona specjalistów posiada problemy z kontrolowaniem gniewu. Kiedyś przebiła ołówkiem rękę swojego chłopaka, teraz ponosi konsekwencje tego czynu. Mimo wielu przeciwności nie poddaje się, uparcie dąży do swojego celu. Robi dobrą minę do złej gry. Bez wsparcia innych każdego dnia próbuje udowodnić swoją wartość. Nie jest też w stu procentach złotą dziewczynką, swoje za uszami ma i dobrze o tym wie, że mogłaby popaść przez to w poważne tarapaty. Nie dopuszcza do swojego życia nowych osób, otoczyła siebie twardą skorupą i desperacko odstrasza od siebie każdego. Boi się tego, co mogłoby się stać, kiedy wpuściłaby kogoś do swojego małego nieprzyjaznego świata. Czy słusznie się obawia?


„Kto ci to zrobił? - pyta z czułością Cameron.
Kręcę głową, odmawiając odpowiedzi. Nie chcąc się przyznać, jak bardzo się boję.
            To był tamten dupek z furgonetki? - naciska. -  Znasz go?
                Nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo wybucham płaczem. Wciąż jeszcze czuję na twarzy oślizgły język Patricka. Jego rękę na moim tyłku. Policzki bolą. Retha i Travis wyjechali i nikt mnie przed nim nie obroni. On mnie zabije.”


„Dzikie serce” to taki kubeł zimnej wody. Jeśli wydaje ci się, że twoje życie jest do dupy i nikt gorzej od ciebie nie ma, weź do ręki tę książkę, a zobaczysz, że wcale tak nie jest. To taka bardzo dobra lekcja życia dla „pępków świata”, zbuntowanych nastolatków i innych ciężkich przypadków. Mądra i pouczająca lektura, która pozostawia po sobie wielkie wrażenia. Aż ciężko uwierzyć, że na tak niewielu stronach autorce udało się zawrzeć tyle emocji, nie wspominając już o samym przesłaniu, które niesie za sobą. To powinna być lektura obowiązkowa w szkołach! Może choć część dzieciaków udałoby się wyprowadzić na prostą albo po prostu uchronić przed głupotami, które chcą popełniać. Ale to by było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

Lektura pochłonęła mnie całkowicie, za nim zdążyłam się zorientować, byłam już na ostatniej stronie, a przecież wydawało mi się, że minęło dopiero z dziesięć minut. Czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam, nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Żadne przekąski, herbatki, soczki, czy króciutkie przerwy na toaletę. Byłam ja i były „Dzikie serca”. Lektura idealna na te szare i depresyjne popołudnia, których teraz jest tak dużo przez tę pogodę za naszymi oknami. Uwierzcie mi, jeden wieczór wystarczy, aby zmienić sposób, w jaki postrzegacie świat. Już dawno żadna książka tak mną dogłębnie nie wstrząsnęła. I pewnie za nim natrafię na choć trochę podobną lekturę, upłynie sporo wody w rzece…



Moja ocena: 10/10
Liczba stron: 264
Data premiery: 26 kwietnia 2017
Wydawnictwo: Feeria Young

2 komentarze:

  1. Fabuła wydaje mi się dość schematyczna, szablonowa, ale jestem jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam :) I uwierz mi, że nie wyczułam tam żadnych utartych schematów, przy takim wykonaniu i osobowości bohaterów historia jest bardzo oryginalna :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze ! Każdy kolejny komentarz to większy uśmiech na mojej twarzy ! Przeczytałeś pozostaw po sobie ślad !
Podoba Wam się mój blog, dodajcie go do obserwowanych i bądźcie na bieżąco :) Natomiast jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! Na wszystkie chętnie odpowiem.